„Ucho dominujące”

„Ucho dominujące”

W poprzednim artykule pisałam o tym jak bardzo powinniśmy być wdzięczni za możliwość rozwoju. To on bowiem definiuje nas jako ludzi. Są pewne zdolności, których wzmacnianie wręcz powinno być jednym z celów naszego funkcjonowania. Jesteśmy gatunkiem stadnym i jako taki żyjemy w społeczeństwie. Tak naprawdę każda nasza czynność jest wykonywana w odniesieniu do drugiego człowieka. Dlatego też tak istotne jest, aby nasze umiejętności społeczne również się nieustannie rozwijały.

Kompetencje społeczne są pewnymi wzorami zachowania, które umożliwiają wywarcie pożądanego wpływu na innych ludzi w każdej sytuacji. Są to umiejętności niezbędne w efektywnej regulacji emocji oraz w radzeniu sobie w każdej sytuacji społecznej. Czym więc one są? To zdolność do rozpoznania swoich emocji oraz emocji i intencji innych ludzi, wrażliwość, empatia. Jest to umiejętność odpowiedniego zachowania się wśród innych, rozwiązywania konfliktów, asertywność, umiejętności komunikacji interpersonalnej i autoprezentacji. Dzisiejszym artykułem rozpocznę cykl tekstów zawierających podstawowe informacje i porady o tym, jak efektywnie korzystać z naszych umiejętności społecznych.

Komunikacja jest procesem zachodzącym między co najmniej dwojgiem osób. Jej celem jest wymiana myśli, uczuć, wrażeń i postaw. Odbierana przez nas wypowiedź złożona jest zarówno z treści językowej, jak i niejęzykowej (niewerbalnej). Na treść niewerbalną składa się mimika, ton głosu, gestykulacja. Ta część komunikatu w znaczącym stopniu określa interpretację i znaczenie danej wypowiedzi.

Większość z nas jest mistrzami w formułowaniu wypowiedzi skierowanych do innych osób. Potrafimy wypowiedzieć słowa, ułożyć je w zdania, zdania w dłuższe formy, itd. A co ze słuchaniem? Słuchanie jest sztuką, bardzo trudną sztuką. Wiele osób niestety do końca swoich dni jej nie opanowuje. To jak słuchamy i co słyszymy paradoksalnie nie jest bowiem związane z treścią wypowiedzi dolatującej do naszych uszu, ale z naszymi potrzebami, lękami, pragnieniami i wcześniejszymi doświadczeniami. Czyli tak naprawdę, to, czy dany komunikat zostanie odczytany i zinterpretowany zgodnie z wolą nadawcy, od niego samego nie zależy. F. Schultz von Thun, profesor psychologii, określił cztery rodzaje „uszu”, które naszą zdolność odbioru ogniskują w konkretnym kierunku.

„Ucho” pierwsze jest nazywane „uchem rzeczowym”. Najczęściej posługują się nim mężczyźni lub też naukowcy. Jest to ucho nastawione na odbiór konkretnych informacji. Osoby słuchające w ten sposób nie zwracają uwagi na emocje rozmówcy i jego mimikę. Odbierają dosłownie komunikaty werbalne, a niewerbalna część wypowiedzi nie jest przez nich przyswajana w stopniu umożliwiającym adekwatne zareagowanie na dany komunikat. Takie podejście do odbioru komunikatu może prowadzić do wielu konfliktów, gdyż najczęściej za tą rzeczywistą treścią idą informacje o relacji lub jakaś niewypowiedziana prośba nadawcy.

„Ucho relacyjne” jest nazywane również uchem drażliwym. Osoby nim się posługujące odbierają wszystkie komunikaty do siebie, niejednokrotnie wypowiedź traktują jako atak w swoją stronę. Śmiech innych odbierają jako wyśmiewanie, prośbę jako upomnienie, widząc płacz innych czują się winni, itd.

Dobrze uformowane ucho „ujawnienia siebie” stanowi podstawę prawidłowego rozwoju relacji oraz zdrowia psychicznego. Ten sposób słuchania nastawiony jest na odbiór wiadomości pod kątem „co mówisz o sobie?”. Może też dlatego nazywane jest uchem terapeutycznym. Przykład: Mąż wraca z pracy. Żona stoi w drzwiach i krzyczy: „Znowu tak późno wróciłeś? Ze wszystkim zostawiasz mnie samą!”. Mąż z uchem „relacyjnym” poczuje się niedoceniany, zły i rozczarowany tym, że w domu nie zastaje tej spokojnej przystani miłości i uznania. Natomiast mężczyzna z uchem „ujawniania siebie” pomyśli: „miała ciężki dzień. Coś musiało się stać, że wyprowadziło ją z równowagi”. Zastanawiam się o ile łatwiej, by się nam żyło gdybyśmy słuchali tych niewypowiedzianych wypowiedzi, tego smutku, radości, zmęczenia, zwątpienia, dumy…, które stoją ukryte za usłyszanymi słowami.

Na koniec zostało nam „ucho apelowe”. Są to osoby nastawione na spełnianie próśb innych ludzi. Są w ciągłej gotowości do pomocy. Tak naprawdę już od dziecka uczymy się dostrzegania oczekiwań wobec nas, które pojawiają się w naszym otoczeniu. Po pewnym czasie możemy stać się w tym mistrzami. I nie ma w tym nic złego, o ile spełnianie apelu nadawcy jest zgodne z osobowością i wartościami odbiorcy.

Podsumowując pragnę zaznaczyć, że nie mamy tylko jednego „ucha”. Każdy z nas jest wyposażony we wszystkie cztery i to od nas i tak naprawdę naszych doświadczeń, psychiki zależy które z nich jest dominujące. Korzystanie tylko z jednego „ucha” (nawet tego terapeutycznego) może przyczynić się do wielu nieporozumień i ogromnych trudności w budowaniu relacji. Nie istnieją przecież doskonałe relacje. Nie ma ich, dlatego, że nie ma człowieka doskonałego. Nasze relacje mogą jednak dążyć do doskonałości. Umiejętność adekwatnego wyboru „ucha” w zależności od formy wypowiedzi, aktualnej sytuacji, naszych emocji, niezaprzeczalnie pomaga w kreowaniu relacji opartej na wzajemnym zrozumieniu i szacunku.

Psycholog Maria Jamróz