W jedności siła, jako sposób na koronawirusa

W jedności siła, jako sposób na koronawirusa
Joanna i Jacek Szostakowie właściciele restauracji Stek Fot. Fot. Marek Stoszek

Są firmy na myślenickim rynku, które na dobre wrosły w jego pejzaż, firmy, które swoją markę budowały przez lata ciężką i konsekwentną pracą. Takim miejscem na pewno jest Restauracja Stek państwa Joanny i Jacka Szostaków. Trzydzieści lat działalności naprzeciw półtorarocznych zmagań z koronawirusem - dziś przyjrzymy się branży gastronomicznej.

Jak wspomniałem na wstępie, Stek to wieloletnia tradycja i konsekwencja w działaniu, okazuje się nie po raz pierwszy, że wszystko to, co budowane jest na solidnym fundamencie potrafi przetrwać niejedną burzę. - Jestem z rodziny gastronomików, zapoczątkował to wszystko mój ojciec, który przekazał mi fachową wiedzę. I zawsze w naszej rodzinie mówiło się, że gastronomia to jest bardzo dobry wybór, bo czy były kryzysy, czy były wojny, to mówiono, że ludzie zawsze lubili, lubią i będą lubić dobrze zjeść. Dawało to poczucie bardzo dużego bezpieczeństwa i praktycznie wydawało się, że będzie trwało wiecznie- mówi pan Jacek Szostak, który wraz z żoną Joanną prowadzi restaurację Stek. Wychodząc z tego, jak by nie spojrzeć słusznego założenia, zarówno pani Joannie i panu Jackowi, jak i innym restauratorom, dawało to stały dochód i co za tym idzie poczucie bezpieczeństwa. Mimo że pojedyncza restauracja nie funkcjonuje w żadnej dużej sieci, nie pełni również funkcji domu weselnego, nastawionego na naprawdę duże zyski, daje systematyczny dochód i stabilizację.- Wiedza ta była potwierdzona przez kilkadziesiąt osób, członków mojej rodziny. Ponieważ jak wspominałem, mój ojciec zapoczątkował całą grupę zawodową w rodzinie związaną z gastronomią. Ojciec stworzył tę gastronomiczną tradycję – dodaje pan Jacek.

Jak wiemy z historii, nic jednak nie trwa wiecznie, a pewnych zdarzeń nikt nie potrafi przewidzieć. – Nagle przyszedł covid, ten pierwszy marcowy lockdown w 2020 roku i te wszystkie pewniki, o których tutaj mówiliśmy, nagle to wszystko wzięło w przysłowiowy łeb- wspominają początki pandemii państwo Joanna i Jacek.

Nastała sytuacja, która praktycznie była nie do przewidzenia, co za tym idzie nikt z restauratorów nie był na nią przygotowany. Niektóre zakłady pracy czy instytucje przeszły na pracę zdalną, w jakiś sposób działały. Restauracje zostały zamknięte.

- Restaurację, która była takim pewnikiem, dawała nam takie poczucie bezpieczeństwa, tę właśnie restaurację kazali zamknąć i wydawało nam się, że świat się przewrócił. W pierwszej fazie był to szok- relacjonują Joanna i Jacek Szostakowie.

Sytuacja ta, bardzo dla wszystkich ciężka i niosąca wiele obaw, absolutnie wybiła wszystkich z rytmu. Restauratorzy, również i moi rozmówcy, zaczęli zastanawiać się: co dalej?

Gdy opadły emocje, zaczęto zastanawiać się jak będzie wyglądało teraz życie restauratorów i restauracji.

Na szczęście okazało się, że przedsiębiorcy branży gastronomicznej, w tym również pani Joanna i pan Jacek, nie są pozostawieni sami z problemem koronawirusa. - Pomoc ze strony rządu, bardzo duża, a co najważniejsze skuteczna, niezwykle znacząca. Bardzo istotną rzeczą było to, że zawsze zatrudniamy pracowników legalnie, stąd ta pomoc była, jaka była. Wiem, że niektórzy mają pretensje, ale głównie ci, co zatrudniali personel na czarno, pomoc natomiast była przeznaczona, aby utrzymać stanowiska pracy. Bardzo ważna była również pomoc jeśli chodzi o nasze lokalne władze. Burmistrz bardzo szybko zareagował, sam występując z inicjatywą obniżenia podatku i zawieszenia opłaty koncesyjnej za alkohol. Niezwykle istotne jest to, że pani prezes Maria Mikołajczyk po rozmowach z zarządem Ogniska TKKF Uklejna, zachowała się bardzo po ludzku i obniżyła na tyle stawkę czynszową, że można było spokojnie przeżyć ten trudny okres- opowiada pan Jacek Szostak.

Jest to niezwykle istotny element, który oprócz moich aktualnych rozmówców, podkreślali również poprzednicy. Sprawa ta jest bardzo dobrze znana również z psychologii, najważniejsze, aby poszkodowany miał świadomość, że pomoc jest możliwa i że nie jest sam.

Jak wspominałem wcześniej, na podstawie opowieści państwa Szostaków, firma, którą prowadzą od początku budowana jest na solidnym fundamencie. Składa się na to wiele czynników, ale prawdopodobnie najważniejszy z nich to rzetelne i uczciwe podejście do pracowników i obowiązków. Niektórzy pracownicy Steka są związani z nim od wielu lat, nie brakuje pracowników z dziesięcio i dwudziestoletnim stażem, dwoje zatrudnionych w Steku pracuje od początku, czyli trzydzieści lat. Jak wiadomo, każda firma to ludzie i nie jest to żaden slogan, że tam, gdzie dobrze się czują, stanowią prawdziwą rodzinę. - Wszyscy nasi ludzie stanęli na wysokości zadania. I jak widzieli, że się nic nie dzieje, to poszli na urlop, albo cierpliwie czekali, aż pewne rzeczy się wyklarują. Nikt, pomimo galopującej inflacji, nie upomniał się o podwyżkę, dopiero my wystąpiliśmy z tą propozycją. Więc ten personel jako zespół wniósł bardzo dużo pozytywnych rzeczy – z uznaniem podkreślają właściciele Steka.

Oczywiście każda restauracja to przede wszystkim jej goście, również związani ze swoją ulubioną restauracją, polecający ją innym, tworzący jej klimat. Restauracja jest dla nich, a oni najczęściej traktują ją jak swoją. Stek przez trzy dekady na myślenickim rynku, przyzwyczaił swoich bywalców do jakości, która stała się jego znakiem rozpoznawczym. Z racji tranzytowego charakteru Myślenic, Stek znany jest daleko od granic miasta.

- Przyznam, że zdarzało mi się, w dobrych czasach narzekać, że nie jesteśmy w Zakopanem na Krupówkach, na krakowskim Rynku czy Kazimierzu. Gdzie codziennie przechadzają się tłumy turystów, a obroty restauracji są naprawdę pokaźne. Natomiast my tutaj ciężko pracując na markę, przez kilkadziesiąt lat, zaskarbiliśmy sobie jakością grupę stałych gości - i to świetnie zadziałało. Bo właśnie ci goście dali nam szansę przeżyć. Zamawiali, brali na wynos, gdy tylko pojawiło się poluzowanie korzystali z naszych usług – z satysfakcją o swoich klientach opowiadają Joanna i Jacek Szostakowie.

Jest rzeczą oczywistą, że zeszły rok był rokiem bardzo trudnym i jak wspominają moi rozmówcy, również i oni zamknęli go na minusie. Jednak jak podkreślają, ten minus byłby dużo większy, gdyby nie pomoc ze strony państwa, władz lokalnych, wyrozumiałość TKKF, zgrany zespół i właśnie wierni klienci.

W dalszym ciągu sytuacja na rynku jest bardzo trudna, jednak z perspektywy czasu zarówno pani Joanna jak i pan Jacek patrzą na przyszłość z optymizmem. - Niestety oszczędności, które mieliśmy przeznaczone między innymi na inwestycje, aby dalej się rozwijać, zostały wchłonięte, by pokryć powstałe koszty. Ale to, co powinniśmy zrobić rok temu, zrobimy może za parę lat, nie ma to znaczenia. Jesteśmy wszyscy, cały zespół, wszyscy zdrowi i to jest w tej chwili najważniejsze. Coraz więcej ludzi się szczepi i chyba ta pandemia zmierza już ku końcowi. Dziś z perspektywy czasu możemy powiedzieć, że udało nam się przetrwać- z zadowoleniem podkreślają Joanna i Jacek Szostakowie.

Nie od dziś wiadomo, że efekt, zwłaszcza ten widoczny i stabilny, składa się z konsekwencji w działaniu i ciężkiej systematycznej pracy, doskonale widać to na przykładzie Steka.

Myślę, że bardzo dobrym podsumowaniem naszego spotkania będą słowa, które na koniec usłyszałem od państwa Szostaków. - Spokojnie możemy powiedzieć, że w jedności siła, dało nam to dużo do myślenia. To, że przez ten lockdown mieliśmy trochę więcej czasu dla siebie, więc bardziej doceniliśmy znaczenie wolnego, nabraliśmy dystansu do pracy, a z drugiej strony zobaczyliśmy, że w tej całej trudnej sytuacji nie jesteśmy sami. Podziękowania i dla władz i dla zespołu i dla gości, bo patrząc na to wszystko trzeba powiedzieć, że ci wszyscy ludzie nie pozwolili nam się zamknąć, bo taka jest prawda. Cała ta pandemia pokazała nam jakie fajne są Myślenice.

Marek Stoszek Marek Stoszek Autor artykułu

Socjolog i kulturoznawca. Badacz i propagator historii, kultury i tradycji naszego regionu. Dziennikarz, w latach 2019 i 2020 redaktor naczelny Gazety Myślenickiej.