W „Powolności” można posmakować herbat i czasu

W „Powolności” można posmakować herbat i czasu

Hannie i Markowi Lachowiczom udało się stworzyć w Myślenicach miejsce, gdzie czas płynie jakby wolniej, choć przecież tak samo jak wszędzie. Gdzie ważny jest człowiek i rozmowa z nim, dlatego z premedytacją, nie ma tam dostępu do WiFi. I gdzie można posmakować dziesiątek (albo i więcej) smaków herbaty i kawy. To miejsce to „Powolność”. I herbaciarnia i ich firma świętują w tym roku swoje 10. „urodziny”.

Już po przekroczeniu progu w nozdrza uderza zapach herbaty, ale także owoców, kwiatów, ziół. Na półkach piętrzą się puszki z różnymi rodzajami tego najstarszego napoju na świecie. Są w nich herbaty czarne, zielone, białe, niebieskie i czerwone, bez dodatków, z dodatkami, a oprócz tego herbaty owocowe i ziołowe.

Kto miałby problem z wyborem zawsze może liczyć na fachową radę właścicielki, która lubi herbatę od zawsze, a na dobre zakochała się w niej na początku lat 90-tych, podczas studiów we Wrocławiu.

- To był czas, kiedy w mieście zaczęły się otwierać sklepiki, czy raczej stoiska z herbatami z całego świata. Pamiętam jak wracając z zajęć na uczelni, lubiłam zaglądać do zabytkowego wnętrza dawnej hali targowej, gdzie się mieściły. Nasz znajomy także sprowadzał wtedy herbaty z zagranicy i dzięki niemu poznałam mnóstwo nowych odmian i gatunków. Wtedy jeszcze kompletnie nie wiązałam z tym swojej przyszłości, choć herbata zawsze była obecna w moim domu, także wtedy, kiedy pobraliśmy się z Markiem i przeprowadziliśmy na wieś pod Myślenice – mówi Hania.

Pomysł i początki

Przez kilka lat byli zawodową rodziną zastępczą. Kiedy przestali nią być, Hania zastanawiała się co dalej, szukała zajęcia dla siebie. Choć, a może właśnie dlatego, że miała za sobą lata pracy z dziećmi, nie myślała o takiej mimo, że jeden z jej wyuczonych zawodów to nauczyciel przedszkolny. Szukała czegoś innego, odmiany. - Marek powtarzał mi: Chcesz mieć fajną pracę, to ją sobie wymyśl – mówi Hania.

Szukali niszy. Wtedy w ich głowach zrodził się pomysł na otwarcie herbaciarni.

- Na szczęście Marek pracował wówczas w korporacji i wiedział od czego trzeba zacząć projekt. Że trzeba zrobić mapę myśli, analizę SWOT, analizę rynku i zapotrzebowanie na takie miejsce jak to, które chciałam stworzyć. Przyznam, że sama nie miałam o tym pojęcia – dodaje Hania.

Jednocześnie szukali funduszy na rozpoczęcie działalności.

- Szybko okazało się, że mamy pecha, bo albo jesteśmy za młodzi, albo za... starzy, żeby móc sięgnąć po dotacje. Na szczęście po jakimś czasie otworzył się program „Młody małopolski przedsiębiorca”, do którego mogłam aplikować. Złożyłam podanie o pożyczkę i rozpoczęliśmy całą procedurę – mówi Hania. - Przygotowania polegały też na udziale w przeróżnych szkoleniach: baristycznych, biznesowych i innych. To także przeczytane przez mnie książki i artykuły oraz obejrzane filmy dotyczące herbaty: jej historii, upraw, rodzajów, sposobów przetwarzania i w końcu parzenia. To ogrom wiedzy, a ja nawet teraz po latach mam świadomość, że to co już wiem to tylko znikoma część i że jestem gdzieś na początku drogi.

Znaleźli miejsce przy ul. Słowackiego, blisko serca miasta - Rynku. W odnowionej kamienicy mieli do dyspozycji lokal na parterze i na piętrze.

Pomysł, jak wspominają, był taki: - Biznes miał się opierać na trzech „nogach”. Miała być herbaciarnia, gdzie ludzie mogą przyjść, skosztować dobrej herbaty, odpocząć, porozmawiać. Po drugie – miał być sklep z herbatą, tak aby można było kupić ulubioną herbatę i zaparzyć sobie w domu. I wreszcie po trzecie, jako, że jesteśmy „kaowcami”, chcieliśmy stworzyć miejsce, które byłoby szeroko pojętą „propozycją kulturalną”, czyli żeby odbywały się w nim warsztaty plastyczne, taneczne, muzyczne i inne, mini koncerty, mini recitale, spotkania z ciekawymi ludźmi, „poczytanki” dla dzieci.

Jednym z pierwszych gości był Lajkonik

Potem ten pomysł konsekwentnie realizowali. Na parterze działała (i działa) herbaciarnia i sklep, zaś na piętrze odbywały się wspomniane wydarzenia. Były kameralne koncerty i spotkania z ciekawymi ludźmi. Gościli tam m.in. ks. Adama Bonieckiego i Zuzannę Radzik z Tygodnika Powszechnego.

- Zdarzyło się nam nawet wystawić razem z przyjaciółmi spektakl dla dzieci. Pamiętam, że był to montaż wierszy Brzechwy i że super się przy tym bawiliśmy. I myślę, że dzieci też (śmiech) – wspomina Hania.

Z działalnością wystartowali dokładnie wtedy, kiedy w Myślenicach ruszała pierwsza edycja Międzynarodowych Małopolskich Spotkań z Folklorem. Na pierwszą herbatę zaprosili przyjaciół z „Ziemi Myślenickiej”, w której wówczas tańczyła też Hania. Przyszli prosto z jednej z prób. W strojach krakowskich i z Lajkonikiem, co do dziś z sentymentem wspominają właściciele „Powolności”.

- Pierwsze dwa lata minęły bardzo szybko, choć łatwe nie były. Ludzie nas nie znali, bo byliśmy „obcy”, a my nie znaliśmy ich. Próbowaliśmy różnego rodzaju reklamy – opowiada Hania.

Z czasem zaczęli się pojawiać pierwsi klienci, a potem kolejni.

Hania parzyła im herbatę i kawę, pomagała wybrać mieszankę do domu, doradzała jak ją zaparzyć żeby wydobyć wszystkie jej walory. Aż po dwóch latach przyszło wyczerpanie i prowadzenie „Powolności” powierzyli starszej córce, która zajęła się tym razem z ówczesnym narzeczonym, a dziś mężem.

- Nasz przyszły wtedy zięć okazał się rzutkim przedsiębiorcą i z wielką umiejętnością rozwinął herbaciarnię oraz od podstaw stworzył sklep internetowy, który nawiasem mówiąc później, w czasie pandemii uratował „Powolność” przed likwidacją – mówi Marek.

- Czas covidowy to był przełom, dla nas paradoksalnie okazał się bardzo dobrym czasem, ale było nam bardzo żal tych, którzy nie przetrwali, z mapy Myślenic zniknęło wtedy kilka kawiarni i restauracji – dodaje Hania.

I u nich nie obeszło się bez pewnych „cięć”. Zrezygnowali z „trzeciej nogi”, czyli „propozycji kulturalnej”, bo potrzebne było miejsce na przygotowywanie towaru do wysyłki i pakowanie go.

- Kiedy córka zaszła w ciążę, padło pytanie czy chcę wrócić do pracy w „Powolności”. W tamtym czasie pracowałam w przedszkolu i byłam z tej pracy bardzo zadowolona, ale czułam potrzebę zmiany - mówi Hania.

Wróciła z nowymi siłami i pomysłami do tego, ale już nie takiego samego miejsca. Bo kiedy jej nie było, „Powolność” „urosła” chociażby o wspomniany już sklep internetowy.

- Na szczęście mamy tak fajną rodzinę, że kiedy przychodziły bardzo duże zamówienie i trzeba było spakować i wysłać np. 200 szkatułek to wszyscy solidarnie pomagali, nawet moja 84-letnia mama. Od dwóch lat jest też z nami i pomaga nam Ela. Z właściwym sobie urokiem weszła do „powolnościowej” ekipy i dziś mogę powiedzieć, że bez niej bylibyśmy niepełni, jest jak członek rodziny - mówi Hania.

Herbaciane gusta myśleniczan

Przez tych 10 lat Hania i Marek z wieloma klientami zdążyli się zaprzyjaźnić. Wiedzą też całkiem sporo o herbacianych gustach swoich klientów, a te są przeróżne. Jedni nade wszystko cenią sobie klasykę i czyste niczym nie „doprawione” smaki herbat. Inni lubią klasyki, ale z dodatkami, a jeszcze inni najwyżej cenią sobie herbaty owocowe.

Są też tacy, którzy lubią eksperymentować. To oni pytają o herbatę niebieską, białą, albo matchę.

Herbaciarnia ma to do siebie, że towar na półkach zmienia wraz np. z porami roku. Latem królują na nich herbaty owocowe, z których można przyrządzić orzeźwiającą ice-tea. Jesienią miejsce owocowych zajmują herbaty z aromatami kwiatów, a im bliżej zimy to ustępują one miejsca herbatom rozgrzewającym z dodatkiem pomarańczy, cynamonu, imbiru, migdałów, goździków itp. Wiosną znów wracają „lżejsze” smaki i aromaty, a szczególną popularnością cieszą się wtedy herbaty wspomagające odchudzanie.

Niezależnie jednak od pory roku jest pewien zestaw, który niczym kanon lektur w bibliotece, na półkach być musi. Jak mówi Hania, do ulubionych i najczęściej kupowanych herbat należą czarna z dodatkiem zielonej senchy, miodokrzewu, dzikiego szafranu, maliny, bławatka; zielona z ananasem, płatkami róży, słonecznikiem, a także owocowa mieszkanka, w skład której wchodzą m.in. hibiskus, jabłko, papaja, ananas, skórka róży, rodzynki i mango.

- Odważniejsze w eksperymentowaniu i próbowaniu nowych smaków są kobiety. Mężczyźni najczęściej lubią klasykę: herbatę czarną albo earl grey – mówi Hania.

Podobnie jest u nich w domu

- Marek odkąd pamiętam gustował w czarnych herbatach, a zwłaszcza w earl grey, a ja kombinowałam i szukałam. Najtrudniej szło mi z zieloną, ale to dlatego, że na początku nie potrafiłam jej parzyć, nie znałam wszystkich tajników. Piłam źle zaparzoną przez co kompletnie mi nie smakowała. Co innego owocowe susze, herbaty czarne – te były i są nadal moimi ulubionymi – mówi Hania.

W „Powolności” drugie skrzypce, zaraz za herbatą, gra kawa, a raczej różne rodzaje kaw, bo obok klasycznych są też kawy smakowe. Poza tym w asortymencie herbaciarni znajdziemy: dodatki do herbaty i kawy, czyli miody smakowe, syropy, konfitury, owoce kandyzowane, owoce w syropach i draże, czyli owoce lub orzechy w czekoladzie. Są porcelanowe kubki i filiżanki, puszki i pojemniki oraz akcesoria do parzenia herbaty i kawy. Są też różne zestawy prezentowe: kosze i szkatułki drewniane.

Tych ostatnich najwięcej sprzedaje się na różne „dni”: Mamy, Babci, Dziadka, Nauczyciela.

- Latem ludzie kupują je na śluby, ale zauważyliśmy też, że sporo osób kupowało je jako upominki dla promotorów lub członków komisji przy okazji obrony prac dyplomowych – mówi Hania.

Na randkę i nie tylko w Walentynki

W „Powolności” można zrobić zakupy, ale można też usiąść i napić się kawy lub herbaty na miejscu. Porozmawiać, czemu sprzyja m.in. to że nie ma tu ani głośnej muzyki, ani sieci WiFi. Odbywały się tu randki, ale też spotkanie biznesowe. Ktoś pracował, ktoś się uczył sam albo z korepetytorem.

Na wyciągnięcie ręki jest też regał z książkami.

Jeden z klientów napisał w mediach społecznościowych, że to „idealne miejsce żeby zwolnić tempo codziennego dnia”. Ktoś inny pochwalił lokal za „przytulność i relaksującą atmosferę”.

- Jestem za to wszystko, co się wydarzyło przez te 10 lat ogromnie wdzięczna. I dziękuję. Mężowi - za inspirację i okazywane wsparcie, córkom Marysi i Oli oraz synowi Jaśkowi - za towarzyszenie, pomysły i pracę w „Powolności”, zięciowi Mateuszowi - za trafne pomysły i świeżość, mojej mamie – za pomoc i okazywane zainteresowanie, przyjaciołom i znajomym, który towarzyszyli nam od początku - za dobre słowa, gesty zachęty, uśmiechy. Dziękuję też klientom, bo bez nich to miejsce nie miałoby racji bytu. Mamy klientów, którzy są z nami od samego albo niemal samego początku i wracają do nas regularnie. Przychodzą, rozmawiają przy herbacie, np. trzy godziny i za miesiąc wracają. Ale przychodzą też nowi. Na przykład tacy, którzy dostali w prezencie coś z naszego sklepu i widząc na etykiecie adres postanowili nas znaleźć. Często słyszymy, że tu, u nas jest... inaczej. Dlatego, choć wiemy, że klient lubi zmianę i staramy się co jakiś czas coś nowego wprowadzać, to jednak chcemy zachować ten trochę „babciny” dizajn, bo ludzie są zmęczeni nadmiarem bodźców, a tęsknią za ciepłem, spokojem, „otuleniem”. Nieprzypadkowo naszym mottem są słowa jednego z chińskich myślicieli: „Herbatę się pije, by zapomnieć o hałasie świata” - mówi Hania.