W świecie „miechów”

7 czerwca 2022 Wydanie 21/2022
W świecie „miechów”

Nie było tam probówek, kolb, zlewek, pipet, lejków ani termometrów. Na ścianie wisiał jedynie duży kolorowy układ okresowy pierwiastków chemicznych (potocznie zwany tablicą Mendelejewa) oraz zwykła szkolna tablica, której jednak nikt w trakcie przerwy nie odważył się brudzić kredą. W sali nie było też klasycznych ławek uczniowskich, lecz podłużny blat w kształcie litery U, wierzchołkami skierowany w stronę stanowiska nauczyciela. Do pracowni wchodziło się niczym do innej rzeczywistości, jakby na progu tego pomieszczenia kończył się świat Szkoły Podstawowej nr 33 w Krakowie, a rozpoczynał Uniwersytet. Miejscem tym niepodzielnie władał Profesor Jan Rajmund Paśko – wówczas nasz przewodnik po świecie chemii, po latach zaś mój mistrz w dziedzinie fotografii tradycyjnej oraz autorytet w kwestii aparatów mieszkowych.

Obecnie w kolekcji bohatera naszego artykułu znajduje się ponad 100 sztuk dawnych aparatów fotograficznych. Jak sam Profesor mówi – nie jest to kolekcja duża, ale za to bardzo bliska jego sercu. Właściciel chętnie dzieli się nią z wielbicielami dziejów fotografii. Jego zbiory były prezentowane m.in. w Bibliotece Głównej Uniwersytetu Pedagogicznego (dwa razy), można je też oglądać w zasobach Pedagogicznej Biblioteki Cyfrowej (ekspozycja pt. „Aparatów dawnych czar”). Osobom, które uprawiają fotografię analogową, nazwisko prof. Jana Rajmunda Paśki kojarzy się zapewne z takimi publikacjami jak: „Z chemią przez fotografię jednobarwną” (Warszawa 1989), „Z chemią przez fotografię barwną” (Warszawa 1991), „Prawie wszystko o tonowaniu zdjęć” (Wrocław 2010) oraz z napisaną wspólnie z prof. Katarzyną Potyrałą znakomitą książką pt. „Fotografia i dydaktyka” (Kraków 2016). Poniżej prezentujemy rozmowę z naszym gościem, przeprowadzoną listownie na początku bieżącego roku.

Marcin Kania: W jakich okolicznościach zaczął Pan kolekcjonować dawne aparaty fotograficzne?

Jan R. Paśko: - Zaczęło się od Agfy Isolette z przełomu lat 30. i 40. ubiegłego stulecia. To był mieszkowy aparat, którym w młodości fotografowałem na co dzień. Na początku lat 80. otrzymałem w prezencie aparat mieszkowy na błonę zwojową o nietypowej szerokości. Urządzenie było jak nowe, niemal nieużywane, zatem wspaniale prezentowało się na półce. Pojawiła się wówczas myśl, aby zacząć kolekcjonować dawne aparaty fotograficzne, jako pięknie oraz dobrze wykonane urządzenia. Najpierw szukałem ich w komisach, później przez Internet. Z fotografa amatora stałem się zatem równocześnie amatorem kolekcjonerstwa.

Dlaczego zainteresował się Pan właśnie aparatami miechowymi?

- Bo są niezwykłe i mają duszę… Użyte do ich stworzenia drewno, mosiądz oraz tkaniny (najczęściej w kolorze bordowym) podnoszą walory estetyczne tych urządzeń. A brak automatycznych udogodnień zmusza fotoamatora do myślenia. Nie ma nic bardziej inspirującego, niż fotografowanie z głową! Poza tym aparaty miechowe mają jedną bezcenną zaletę – po złożeniu zajmują niewiele miejsca. Dzięki temu moja kolekcja nie przeszkadza domownikom.

Czym dla Pana jest kolekcjonerstwo?

- To hobby, relaks ale też źródło emocji. Zwłaszcza, gdy niespodziewanie znajduję jakiś ciekawy okaz. Wciąż szukam miechowego aparatu do fotografii stereoskopowej. Raz znalazłem taki na aukcji internetowej, ale przytłoczyła mnie jego cena...

Czy kolekcjonowanie dawnych aparatów to także rodzaj inwestycji?

- Nie inwentaryzowałem moich zbiorów pod kątem ich wartości. Bardziej interesuje mnie strona techniczna i historyczna danego obiektu, niż jego przyszła cena rynkowa. Ciekawią mnie zastosowane rozwiązania techniczne, nade wszystko zaś – cieszy obcowanie z pięknym wytworem ludzkiej myśli i inwencji twórczej. Nie „poluję” też na sprzęt, który należał do znanych artystów. Dla mnie wiedza o poprzednich właścicielach nie jest istotna. Ze stanu niektórych eksponatów wnioskuję, że były one używane mało albo wcale. Zatem raczej nie należały do czynnych fotografów lub fotografików.

Proszę opowiedzieć o najciekawszych obiektach ze swojej kolekcji...

- Mam takich kilka. Niezwykle interesujący jest aparat Tele-Photo Cycle-Poco z 1891 r. Posiada on potrójny wyciąg miecha. Po rozłożeniu miech liczy około pół metra. Ciekawy jest też Kodak No. 2 Folding Pocket Brownie z pierwszych lat XX stulecia. To urządzenie już na film zwojowy. Bardzo lubię też maleńki damski Kodak Petite V.P. Model B. Mój egzemplarz ma kolor niebieski, ale urządzenia te produkowano także w kolorze szarym, zielonym oraz lawendowym.

Który z aparatów jest dla Pana najważniejszy?

- Oczywiście Agfa Isolette! Uczyłem się na nim fotografować. Wykonane nim zdjęcia posyłałem na konkursy i do prasy.

Dziękuję za rozmowę.

Oprócz aparatów fotograficznych, w kolekcji prof. Jana Paśki znajduje się także pokaźny zbiór książek oraz czasopism na temat fotografii. Pochodzą one z XX wieku (np. „Fotograf Warszawski” jest z roku 1906, „Podręcznik fotografii dla początkujących” Antoniego Larischa – z 1902 roku). Część periodyków należała do Tadeusza Cypriana (1898–1979) – fotografika oraz profesora prawa karnego. O ich pochodzeniu świadczą odciski pieczęci. Dzięki lekturze tych wydawnictw nasz rozmówca przygotował cykl pt. „50 lat temu polskie czasopisma fotograficzne donosiły…”, ogłaszany na łamach „mgFoto Magazynu”. Ostatnio napisał też obszerny artykuł na temat życia i twórczości Włodzimierza Puchalskiego (zm. 1979). Czekamy zatem na druk…

Tekst i fotografia Marcin Kania