Widowisko na 102, ale punkt tylko jeden
Dla postronnego obserwatora ten mecz musiał być czystą rozkoszą. Osiem goli, słupki, poprzeczki, emocje i tyle zwrotów akcji co w kilku Bondach naraz. Prowadzący transmisje na stronie MZPN - komentator posunął się nawet do stwierdzenia, że to na razie mecz sezonu w IV Lidze Małopolskiej.
Problem w tym, że gdy sędzia zagwizdał w niedziele po raz ostatni, to zadowoleni nie byli ani gracze Okocimskiego ani Dalinu. Będący już jedną nogą w V lidze goście prowadzili przecież w tym meczu 3:1 i 4:2, a trzy punkty uciekły im w ostatnich minutach. Dla Dalinu zaś miało to być przełamanie po serii 5 porażek, które niebezpiecznie przybliżyły ich do strefy spadkowej co jeszcze na początku rundy wydawało się mało realnym zagrożeniem.
Fatalną passę przypłacił stanowiskiem Marcin Przęczek, który zrezygnował z funkcji pierwszego trenera, a w starciu z Okocimskim drużynę prowadził już Przemysław Senderski. Początkowo wydawało się, że efekt nowego trenera działa, bo gol Sebastiana Klimczyka zwiastował lawinę bramek, ale raczej głównie dla miejscowych. Jeszcze groźnie uderzył Michał Wojtan i ponownie Klimczyk, a potem już nic nie szło planowo. Akcja przechodziła spod jednej bramki pod drugą i działo się więcej ciekawego niż przez cały poprzedni miesiąc. Masa błędów w obronie Dalinu, niezwykle ambitna postawa gości (głównie duetu Grochot- Cięciwa i bramkarza Żmudzkiego), którzy skontrować myśleniczan potrafili nawet jednym podaniem albo dryblingiem, tłukący głową w mur gospodarze, którzy o dziwo pod koniec meczu zaczęli najwięcej zagrożenia stwarzać najprostszymi środkami czyli po rzutach rożnych. Najbardziej charakterystyczny plot-twist meczu Dalin - Okocimski nastąpił, gdy Łukasz Kowalski najpierw strasznie „obciął się” próbując głową podać piłkę do Jakuba Nędzy i zostawił piłkę napastnikowi Okocimskiego, a chwile potem sam powędrował na pole karne gości i sfinalizował akcje jak nie przymierzając jakiś Ibrahimovic. Oprócz Łukasza strzelali w Dalinie głównie przedstawiciele bloku obronnego, a Kuba Jędrzejowski był nawet bliski hat tricka. I wszystko byłoby fajnie, gdyby nie fakt, że uciekły kolejne punkty, przewaga nad znajdującą się tuż nad strefą spadkową Radziszowianką wynosi już 6 punktów i 7 punktów nad Kalwarianką (jeden mecz zaległy), która jest jeszcze w strefie spadkowej, ale sądząc po tym w jakim stylu gra na wiosnę, to wyjdzie z niej lada chwila. Ta runda miała być dla Dalinu spokojnym czasem na przebudowę drużyny, ale już widać, że nie będzie. Czerwonego alarmu może jeszcze nie ma, ale górę lodową już widać.
Dalin Myślenice - Okocimski Brzesko 4:4 (1:3)
Bramki: 1:0 S. Klimczyk 9, 1:1 Cięciwa 22 karny, 1:2 Czerwiński 36, 1:3 Grochot 40, 2:3 Jędrzejowski 69, 2:4 Grochot 70, 3:4 Jędrzejowski 80, 4:4 Kowalski 90.
Dalin: Nędza - Przetocki, Jędrzejowski, Kowalski, Madej (78 Ładyga) - Górecki, S. Klimczyk (71 Gunia), Wojtan, Supel, Cienkosz (71 Tokarz) - Sobala.
Okocimski: Żmudzki - Zakareya, Pitaś, Kaciczak, Czerwiński - Kubala (71 Kurek), Jawień, Mochel (64 Boroń), Okas, Grochot - Cięciwa (85 Kotarba).
Sędziował: Daniel Bołoz (Tarnów). Żółte kartki: Cienkosz, Jędrzejowski - Boroń. Widzów: 150.
