Wit Czernecki - Alek z „Heweliusza”
O tym serialu pod koniec ubiegłego roku mówili chyba wszyscy. Gigantyczna produkcja filmowa, znakomicie napisany scenariusz, świetnie oddane polskie realia początku lat 90., bardzo wiernie odtworzona historia tragedii promu „Heweliusz”, który zatonął 14 stycznia 1993 roku i zapierające dech w piersiach sekwencje morskiego dramatu.
No i mnóstwo niezapomnianych kreacji aktorskich, zarówno tych stworzonych przez całą plejadę gwiazd polskiego ekranu, jak i przez tych, którzy takim gwiazdami staną się zapewne w przyszłości. W tej drugiej grupie znalazł się Wit Czernecki. Ten sam młody chłopak, o którym pisaliśmy ponad trzy lata temu przy okazji jego debiutu na kinowym ekranie w filmie „Orlęta. Grodno 39”. Tym razem Wit zagrał rolę Alka Kaczkowskiego, syna Marka (Tomasz Schuchardt) - kierowcy TIRA, który z tragicznego rejsu do Ystad nie wrócił. Co tu dużo gadać, Wit zagrał Alka w taki sposób, że dał się zapamiętać, a przecież konkurencję miał chyba najmocniejszą jaka się pojawiła w polskiej produkcji filmowej od wielu lat.
Jak wyglądał casting do „Heweliusz”? Wiedziałeś, że to jest casting do tego właśnie serialu?
Wiedziałem i żeby było śmieszniej to informację o tym, że zostałem zakwalifikowany do pierwszego etapu otrzymałem, a w zasadzie otrzymaliśmy, bo startowałem do niego razem z bratem Rochem, płynąc promem. Nie do Ystad wprawdzie, ale w stronę Szwecji. Ponieważ te zdjęcia, które robiliśmy na promie pod kątem castingu były trochę nieoświetlone, nasza agencja poinformowała nas, żeby przyjechać do biura i zrobić je na bardziej profesjonalnym sprzęcie. Na tym pierwszym etapie castingu w agencji już wiedziano, że jedna z dziewczyn, nota bene moja koleżanka ze studiów na pewno pojedzie na drugi etap castingu. Finalnie aż trzy osoby z naszej agencji zostały do niego wybrane i wszystkie można zobaczyć w serialu. W drugim etapie było nas osiem osób i byliśmy parowani w różnych konfiguracjach do roli Alka i Agnieszki.
Masz jakąś informację na temat tego jak wielu aktorów startowało do tej roli?
Dokładnej informacji ilu ich było nie mam, ale był to z pewnością dosyć zmasowany casting, bo nie w jednym mieście się odbywał i nie jedna agencja brała w nim udział. Casting zresztą był ukierunkowany na znalezienie osób młodych, więc raczej nie zdarzali się na nim absolwenci szkół aktorskich. Ja w momencie, gdy odbywał się casting do „Heweliusza” miałem 19 lat, Ania (Anna Kurbiel grająca koleżankę Agnieszki, córki kapitana Ułasiewicza) miała 18 i byliśmy najstarsi w tej ośmioosobowej grupie, bo pozostali to byli raczej 16 czy nawet 14-latkowie. Większość z tych osób zresztą gdzieś się później przewinęła w epizodach serialowych.
Czy miałeś od razu wrażenie, że skala tego przedsięwzięcia jakim był „Heweliusz” jest tak potężna?
Tak, ale to już na tym drugim castingu. Gdy spotkałem reżysera Jana Holoubka, gdy spotkałem Magdalenę Różczkę, gdy zobaczyłem kto siedzi w reżyserce, to już wiedziałem, że szykuje się coś naprawdę dużego i to nie tylko na polskie warunki.
Zdarzyło Ci się spotkać wszystkich aktorów jacy zagrali w „Heweliuszu”?
Nie wydaje mi się, żeby w trakcie całej produkcji było spotkanie, na którym była cała obsada, bo to jednak kolosalna liczba aktorów, chyba koło 120. Dużą część na pewno tak. Tak jednorazowo, gdy graliśmy w Chałupkach pod czeską granicą, było 17 aktorów. M. in. Jan Englert, Mirosław Zbrojewicz, Konrad Eleryk, Piotr Rogucki. Na premierze filmu chyba mogłem się zobaczyć z największą ilością aktorów, ale też nie była to cała obsada.
Skąd taka dziwna lokalizacja z tymi Chałupkami?
Tam wypatrzono ten dworzec, na który przyjeżdżają marynarze, którzy ocaleli z katastrofy i trzeba przyznać, że ta lokalizacja się obroniła w filmie.
Miałeś jakieś wyobrażenie na temat katastrofy albo czy interesowałeś się tą historią?
Wcześniej nie była mi za bardzo znana. Gdy płynęliśmy promem to tata mi o niej napomknął, ale dopiero gdy dostaliśmy informacje o castingu, to polecił mi parę lektur i kilka dokumentów filmowych. Na wstępnym etapie przygotowań do filmu mieliśmy już znacznie większą bazę informacji, bo dotyczyły nie tylko tych ogólnodostępnych wiadomości, ale i nagrań rodzinnych. Spotykaliśmy też ludzi, którzy byli z tą historią w jakiś sposób związani, przegadywaliśmy temat. Akurat moja postać ze statkiem nie ma wiele wspólnego oprócz tego, że ojciec Alka jest na tym promie.
Alek to postać w stu procentach fikcyjna?
Z tego co wiem to tak. W ogóle w całym serialu takimi postaciami „jeden do jednego” z rzeczywistą historią promu są trzy osoby - kapitan Andrzej Ułasiewicz (Borys Szyc), córka kapitana Agnieszka Ułasiewicz (Mia Goti) i jego żona Jolanta (Magdalena Różczka). Pozostałe w mniejszym, czy większym stopniu do nich nawiązują, ale często są zlepione z kilku różnych postaci i różnych historii.
Co było dla Ciebie najtrudniejsze w roli syna kierowcy, Marka Kaczkowskiego?
Chyba to, że musiałem zagrać postać, która jest niezbyt sympatyczna i to niesympatyczna do tego stopnia, że musi podnieść rękę nawet na swoją koleżankę. Trudno było mi się przełamać i jeszcze trudniej zagrać to w taki sposób, żeby obroniło się w kamerze. Trochę się przy tym namęczyliśmy. Poza tym raczej nie miałem więcej drastycznych scen, w przeciwieństwie do „Orląt”, gdzie było trochę więcej emocjonalnego i fizycznego grania. Inną trudnością było to, żeby się dostroić swoim poziomem do poziomu gry takich tuzów aktorstwa jacy występują w „Heweliuszu”. A w zasadzie, żeby za bardzo od nich nie odstawać, bo to, że będę odstawać było dosyć oczywiste. Jeszcze innym wyzwaniem jest gra z aktorami, którzy mają bardzo dokładnie rozpisaną dużą rolę. Epizodyczne postacie czy drugoplanowe muszą czasami po prostu umieć „być na scenie” - nawet gdy nic albo niewiele mówią czy robią. To jest dużo trudniejsze niż się wydaje. Ale wiele mi pomogli w tym „byciu” tacy aktorzy jak Tomasz Schuchardt, Marcin Januszkiewicz, czy Justyna Wasilewska. Nie ma w nich cienia gwiazdorstwa i nie znoszą jak się do nich mówi per pani, albo pan, co dla mnie było dosyć ciężkie do przeskoczenia.
Był taki moment w trakcie kręcenia „Heweliusza”, gdy pomyślałeś sobie o jakimś aktorze albo aktorce: „ależ to jest wysoki poziom”?
Było ich więcej, ale chyba szczególnie zapadła mi w pamięć ta sekwencja sądowa z udziałem Justyny Wasilewskiej, która grała moją matkę, Anetę Kaczkowską. Myślę, że każdy, kto oglądał serial wie, o których scenach mówię. Niesamowite było to, że ona była w stanie po tak emocjonalnej grze momentalnie się przełączyć na taki normalny tryb, zaraz po wyłączeniu kamery.
Odczuwasz rosnącą popularność po serialu, który obejrzało tylu widzów? Rozpoznają Cię ludzie na ulicy?
Nie i chyba mogę powiedzieć nawet, że na szczęście nie rozpoznają, bo pewnie niejeden miałby ochotę „wyjaśnić” na ulicy takiego damskiego boksera, jakiego gram w „Heweliuszu”. A już całkiem poważnie mówiąc, to miałem nawet kilka takich sytuacji, że ktoś mi mówił - „chwaliłeś się, że grasz w „Heweliuszu”, a w ogóle cię nie ma”. Jak mówiłem, że gram Alka, to reakcja była taka: „Alka? Tego s…la? Przecież ty jesteś zupełnie inny!”. No właśnie, chyba o to chodzi w tym aktorstwie. Tomek Schuchardt w „Domu dobrym” też gra wyjątkowego łotra, a prywatnie to przesympatyczny człowiek.
Opowiedz o tym, co robisz poza graniem w filmach
Przygotowuje się do egzaminów w Akademii Sztuk Teatralnych. Chodzę na warsztaty ukierunkowane pod te egzaminy. Oprócz tego razem z czterema kolegami tworzymy grupę, w której skład wchodzi dwóch dramaturgów, reżyser i dwóch aktorów. Grupa niedługo będzie większa i próbujemy zorganizować jakiś spektakl. Na początku pracowaliśmy na klasyce scenicznej w rodzaju „Czekając na Godota” potem powstały teksty specjalnie dla nas napisane. A oprócz tego, chociaż może powinienem od tego zacząć, studiuje dziennikarstwo, jestem na trzecim roku studiów i piszę właśnie pracę licencjacką.
Czy po „Heweliuszu” czujesz jakieś większe zainteresowanie ze strony agencji aktorskich?
Jeszcze nie w takiej formie, żeby zaczęto mnie zapraszać na castingi do kolejnych filmów, ale na zajęciach teatralnych z panem Michałem, który mnie przygotowuje do egzaminów już tak, bo właśnie po tym serialu chyba dostrzegł we mnie jakiś większy potencjał.
