Wszystkie odcienie jazzu nad Rabą

Wszystkie odcienie jazzu nad Rabą
Funk De Nite

Gdy poprzednim razem pisaliśmy o festiwalu Jazz nad Rabą to tytuł relacji brzmiał „Na taki jazz czekaliśmy cały rok”. Tak się składa, że na obecną edycję myślenickiego muzycznego święta musieliśmy z przyczyn obiektywnych czekać aż trzy razy dłużej. Warto było? Jeszcze jak!

Każda z dotychczasowych edycji Jazzu nad Rabą jakoś się zapisała w naszej pamięci. Ta pierwsza z 2017 roku debiutem Dixie Bandu i jego konfrontacją z polską czołówką jazzu tradycyjnego. Ta rok późniejsza choćby kapitalnym występem Słowaków z Funny Fellows i niesamowitą ulewą, która pozwoliła zespołom zagrać tylko połowę repertuaru. No i ta sprzed trzech lat, która przywołuje wspomnienia wokalu Katarzyny Radwańskiej i niezwykłego połączenia jazzu z rytmami latynoskimi zespołu Cup Of Jazz. A przecież takich wspomnień było mnóstwo. Potem nastąpiła trzyletnia covidowa smuta i obawy o to, czy jazz jeszcze wróci nad Rabę. No i wrócił i to wrócił nad Rabę sensu stricto, bo już nie w Parku Jordana oglądaliśmy wszystkie zespoły, ale na plaży trawiastej przy Górnym Jazie. Można zatem powiedzieć, że Jazz nad Rabą był tam, gdzie trzeba, bo był jazz i była Raba, ale tu zdania są podzielone i takie umiejscowienie festiwalu było poniekąd eksperymentem sondażowym. Czy się przyjmie, zobaczymy. Z pewnością jednak dużo bardziej jednoznaczne opnie można wyrazić na temat poziomu samego festiwalu jazzu tradycyjnego Jazz nad Rabą. Było chyba jeszcze ciekawiej niż w poprzednich latach, a przynajmniej tak samo dobrze.

Gospodarze imprezy czyli QL Dixie Band zdają się czynić skokowe postępy z edycji na edycję i co najważniejsze potrafią dostroić się swoim poziomem do reszty występujących na scenie, w pełni profesjonalnych zespołów. To nie jest już ten trochę onieśmielony Dixie Band z pierwszej edycji, gdy na „własnym boisku” musiał mierzyć swe siły z polską czołówką jazzową, ale zespół, który bez kompleksów walczy o uznanie słuchaczy i zbiera bardzo dobre recenzje nawet od kolegów po fachu. Zagrali m.in. „On The Sunny Side Of The Street”, „All Of Me”, „Some Of These Days” czy „Alexander Ragtime Blues” i uczynili to naprawdę stylowo.

Po nich na scenę wkroczyła Leliwa Jazz band z Tarnowa i pokazała za co dostała tę Złotą Tarkę w 2005 roku. Tarnowski septet regularnie ląduje na najwyższych miejscach corocznych podsumowań „Jazz Forum”, a w swoim mieście muzycy tego bandu potrafili stworzyć nie tylko klub muzyczny, który w każdy czwartek tętni życiem (Bombay Music braci Józefa i Kazimierza Partyków), ale i wprowadzić prawdziwą modę na jazz, co zaowocowało Festiwalem Jazz na Rynku, który w tym roku będzie miał już swoją 15 edycję i podobnie jak do Myślenic przyjedzie tam sama jazzowa śmietanka. Leliwa jest nawiązaniem do szlacheckiego herbu, którego elementy znajdziemy również w herbie Tarnowa, a ponieważ szlachectwo zobowiązuję to i Leliwa Jazz Band gra jak na wyższy stan przystało.

Legendą sceny jazzu tradycyjnego jest obchodzący w tym roku 81 urodziny Jan Boba i tego niezwykłego muzyka oraz zespół zobaczyliśmy jako trzecich w kolejności. Grają Jazz niby tradycyjny, ale o tylu odcieniach, że starczyłoby na cały osobny gatunek muzyczny. Śpiewaliśmy „Corrinę”, nuciliśmy „Caravanę”, a przy „Sweet Georgia Brown” noga już sama chodziła.

Tegoroczny Jazz nad Rabą miał nie tylko nową lokalizację, ale i nieco zmienioną formułę, bo mogliśmy po raz pierwszy nie tylko posłuchać jak grają muzycy, ale i co mają do powiedzenia. Okazało się, że Zbigniew Morawski, Piotr Gofroń, Stanisław Stańczyk (Leliwa Jazz Band) czy Jan Boba to rozmówcy potrafiący opowiadać ciekawie, ale to chyba nie dziwi, bo jak ktoś czuje swing w muzyce, to i w życiu nudziarzem być nie może.

Na koniec w roli gwiazdy wieczoru wystąpił krakowski Funk De Nite i zobaczyliśmy (czy raczej usłyszeliśmy) jeszcze jedno oblicze jazzu. Tym razem to mniej tradycyjne, ale zdecydowanie bardziej nowoczesne. Zresztą czego w tej muzyce nie było? Funk, jazz, fusion, rock alternatywny, może nawet psychodelia – to wszystko stworzyło wybuchową mieszankę, która przekraczała ramy stylistyczne Jazzu nad Rabą, ale ci, którzy dotrwali do ich występu i mogli usłyszeć choćby bardzo oryginalną wersję „Rosemary Baby” Komedy i zobaczyć w akcji niezwykle utalentowanego basistę z Trzebuni- Krzysztofa Ropickiego z pewnością nie żałują, bo to była ekstraklasa w tym samym stopniu co pozostali wykonawcy.

Wielkie słowa uznania należą się organizatorom tego koncertu czyli Myślenickiemu Ośrodkowi Kultury i Sportu oraz słuchaczom, którzy nie tylko entuzjastycznie reagowali na występy muzyków, ale wykazali się szczodrym sercem przy zbiórce pieniędzy na leczenie dla Kuby Burnosa, chłopaka walczącego z bardzo agresywną wersją chłoniaka.

QL Dixie Band: Zbigniew Morawski - klarnet, Piotr Gofroń - wokal, banjo i gitara, Kasia Kubiczek - wokal, Adam Nalepa- perkusja, Mieczysław Starzec - kontrabas, Dawid Kopp – piano, Łukasz Płatek – saksofon, Paweł Pukowiec – puzon.

Leliwa Jazz Band(Tarnów) - Edward Wnęk - banjo, Kazimierz Król- klarnet, saksofon, Kazimierz Stańczyk - trąbka, Józef Partyka - puzon, Kazimierz Partyka - saksofon, Roman Starzec - kontrabas, tarka, Wiesław Jamioł - perkusja, suzafon i wokal.

Boba Jazz Band - Jan Boba- piano, Władysław Grochot - trąbka, Janusz Nowak – puzon, Aleksander Nowak - perkusja, Jan Nowak - kontrabas, Przemysław Walczak - klarnet.

Funk de Nite - Ryszard Krawczuk- saksofon , Artur Malik - perkusja , Piotr Grząślewicz- gitara, Krzysztof Ropicki – bass.

Rafał Podmokły Rafał Podmokły Autor artykułu

Dziennikarz, meloman, biblioman, kolekcjoner, chodząca encyklopedia sportu. Podobnie jak dobrą książkę lub płytę, ceni sobie interesującą rozmowę (SPORT, KULTURA, WYWIAD, LUDZIE).