„Wyspa”
Powtórzymy to już po raz nie wiadomo który - źródło, z którego czerpie pomysły reżyser i scenarzysta Marcin Kobierski zdaję się nie mieć dna, a woda w nim ciągle świeża, żywa i czysta. Najnowszy spektakl Grupy Misterium nie wykazuje żadnych oznak odcinania kuponów, zjadania własnego ogona czy autoplagiatu.
Czym jest tytułowa „Wyspa”? Najprościej rzecz ujmując jest nawiązaniem do rozmaitych reality show z wyspą w nazwie, jakich nie brakuje chyba już w programie stacji telewizyjnej. Bohaterowie tego typu widowisk biorą w nich udział, żeby przeżyć jakąś przygodę, pokazać się światu, a przy okazji zgarnąć jakąś sowitą nagrodę. Jaka natomiast jest cena udziału w „Wyspie” można się tylko domyślać znając standardy współczesnej telewizji. Wychodzą przy okazji rzeczywiste motywacje, którymi kierują się bohaterowie reality show, na ogół mniej chwalebne niż można było sądzić na pierwszy rzut oka. A że jest to bardziej „show” niż „reality” to nieważne, bo jest oglądalność. Jedni oglądają dla „beki”, inni, bo wierzą w ten bajkowy świat. Ale to tylko podstawowy poziom znaczeniowy „Wyspy”, bo takim serum prawdy może być coś, z czym stykamy się na co dzień, zaś sama „Wyspa” jest jeszcze mniej reality niż nam się wydaje. Skomplikowane? Być może, ale jakie wciągające.
Wielowątkowa opowieść Grupy Misterium jest kapitalnym spektaklem erudycyjnym, pełnym odniesień do klasyki filmu czy teatru albo pop kultury. Kto chce znajdzie tu coś z czeskiego humoru filmów Hrebejka, Sveraka albo Zelenki czy też argentyńskich „Dzikich historii”. Inny dostrzeże tu jakieś echa „Truman Show” Petera Weira. Jeszcze inny poczuje klimat „Drzazg” Macieja Pieprzycy, zaś ten plot twist pod koniec występu to już prawie „Mulholland Drive”, czy z rodzimej produkcji „Palimpsest” Konrada Niewolskiego.
Zresztą każdy znajdzie tu coś dla siebie, bo tak misternie skonstruowanej fabuły, tylu precyzyjnie przeplatających się i znakomicie domykających historii oraz namalowanych cieniutką kreską postaci w historii spektakli Misterium jeszcze chyba nie było. To unikalna rzecz, gdy w przedstawieniu bierze udział ponad dwudziestu aktorów i pamięta się po spektaklu dosłownie każdą kreację. W katalogu premier Grupy Misterium „Wyspa” jest jedną z najlżejszych, najzabawniejszych i najlepszych. Najlepszą? Trudno powiedzieć, bo konkurencja jest naprawdę duża, ale nie będziemy stanowczo protestować, jeśli ktoś powie, że „Wyspa” jest na samym szczycie. Przede wszystkim jednak jest inna niż dotychczasowe premiery. Zachęcalibyśmy do wybrania się na nią, gdyby nie fakt, że wejściówki i tak zapewne dawno się rozeszły.
