Z folklorem przez życie
Dyrektor artystyczny, choreograf i główny instruktor Zespołu Pieśni i Tańca „Ziemia Myślenicka” – Karolina Druzgała-Pawlak to kobieta pełna energii, humoru, ambicji oraz oczywiście zamiłowania do polskiego folkloru. Swoje życie nierozerwalnie połączyła z zespołem, który wciąż przynosi jej ogrom radości, satysfakcji i poczucia spełnienia, które zapewnia ciągła możliwość rozwoju.
Jak zaczęła się Twoja przygoda z folklorem? Czy praca jako instruktor tańca ludowego była tym wymarzonym zajęciem z dzieciństwa?
Gdyby moja przyjaciółka Gosia 27 lat temu wybrała judo albo karate – być może dziś nie rozróżniałabym oberka od obertasa. Ale ponieważ postanowiła spróbować swoich sił w tańcu – i to w dodatku ludowym – po roku (i po wielu żartach z mojej strony) sama postanowiłam sprawdzić, czym ona się tak zachwyca. I tak się złożyło, że ona po dwóch latach z tańca zrezygnowała, a ja… no cóż – chyba właśnie wtedy odnalazłam swoją drogę.
Jako dziecko chyba nawet nie wiedziałam, że można wykonywać taki zawód. Myśl o zostaniu instruktorem pojawiła się spontanicznie. Nowohuckie Centrum Kultury ogłosiło nabór do dwuletniego Studium Instruktorskiego z zakresu tańca ludowego. Postanowiłam spróbować swoich sił – i ukończyłam je z wyróżnieniem. Już w trakcie studium wiedziałam, że chcę się tym zajmować. I mam ogromne szczęście, że dziś mogę prowadzić Zespół Pieśni i Tańca „Ziemia Myślenicka”, z którego sama wyrosłam.
Co w pracy w zespole ludowym daje największą satysfakcję? A co wiąże się z największymi trudnościami i wyzwaniami?
Największą satysfakcję daje mi błysk w oczach moich tancerzy (myśląc tancerzy mam na myśli i tancerzy i chórzystów naszego Zespołu) i ich radość po udanym występie. Ten moment, kiedy wchodzą i schodzą ze sceny uśmiechnięci, a publiczność nagradza ich owacjami. Lubię obserwować, jak zawiązują przyjaźnie. Jak świetnie się ze sobą czują. Patrzę, jak wspólnie przeżywają kolejne koncerty, wyjazdy i festiwale. Każdy z nich jest inny i wyjątkowy – nawet nasze doroczne koncerty, choć widzom mogą wydawać się podobne, dla nas zawsze niosą nowe wyzwania.
Dla mnie osobiście największym wyzwaniem jest… ustalenie składów na koncerty czy wyjazdy. Widzę, jak każdy się stara. Jedni mają większe możliwości, inni potrzebują więcej czasu i pracy, ale każdy wkłada w to ogrom serca. Każdego chciałabym nagrodzić za jego wysiłek. Tymczasem scena pomieści maksymalnie dziesięć par, kompletów strojów też zwykle mamy ograniczoną ilość, a koncert ma swoje tempo i nie może trwać w nieskończoność. Dlatego zawsze jest to trudna decyzja.
Czym urzekły Cię polskie tańce ludowe? Czy masz swój ulubiony region albo taniec?
Urzekły mnie przede wszystkim ich różnorodnością, energią i autentycznością. W tańcach ludowych jest ogrom emocji – radości, temperamentu, czasem też nuty nostalgii. Każdy region ma swój charakter, własny i niepowtarzalny styl ruchu, muzyki i śpiewu. Jest to niesamowite jakim tańce ludowe są nośnikiem tradycji, naszej historii i… życia.
Nie mam jednego ulubionego regionu. Mieszkamy na południu Polski, więc w duszy szczególnie grają mi nasze polki. Z drugiej strony regiony północne znam słabiej – i właśnie dlatego lubię je poznawać i odkrywać ich charakter. Cieszy mnie możliwość ciągłej nauki i rozwijania zarówno siebie, jak i całego zespołu.
Czy taniec ludowy jest trudny do opanowania?
Tak – wbrew pozorom jest trudny. Niewprawne oko raczej nie dostrzeże różnicy między polką „wściekłą” z Rzeszowa a tą z Sądecczyzny, ale dla tancerza te różnice są ogromnie istotne. Kunszt wymaga wielu lat nauki i pracy, żeby móc je swobodnie i świadomie prezentować.
W Polsce mamy kilkadziesiąt regionów, a w każdym z nich kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt tańców. Oczywiście zespoły prezentują tylko część z nich, ale i tak oznacza to dziesiątki różnych układów, kroków, melodii i pieśni do zapamiętania. Repertuar „Ziemi Myślenickiej” stale się powiększa, więc nasi tancerze ciągle uczą się czegoś nowego.
Podczas koncertów „Ziemi Myślenickiej” kontrolujesz wszystko za kulisami i nie zawsze występujesz na scenie. Która rola jest bardziej stresująca – występ przed publicznością czy koordynacja zespołu?
Zdecydowanie bardziej stresujące jest dla mnie to, kiedy sama nie tańczę. Kiedy jestem na scenie, skupiam się na tańcu i muzyce. Natomiast stojąc za kulisami mam pełną kontrolę nad przebiegiem koncertu – i właśnie dlatego stres jest większy. Widzę wszystko z boku, obserwuję każdy szczegół i od razu dostrzegam rzeczy, które można byłoby zrobić lepiej.
Czy jest jakiś koncert albo festiwal, który szczególnie zapadł Ci w pamięć?
Tak – jednym z najbardziej niezapomnianych był Festiwal w Drummondville w Kanadzie w 2010 roku. Panowały wtedy rekordowe upały, scena dosłownie parzyła nas w stopy, a my mieliśmy po trzy półtoragodzinne koncerty dziennie przez dziesięć dni.
Bardzo mocno zapamiętałam też ubiegłoroczny festiwal Danzantes del Sol – Sonora 2026 w Meksyku. Codziennie tańczyliśmy w innym miejscu, dawaliśmy po dwa koncerty dziennie, na miejsce noclegowe docieraliśmy około północy, a wyjeżdżaliśmy… o czwartej rano. Było intensywnie, ale też niesamowicie inspirująco.
Czy folklor ma dziś szansę konkurować z nowoczesnymi stylami tańca?
Myślę, że folklor wcale nie musi z nimi konkurować – on po prostu oferuje coś zupełnie innego. Nowoczesne style są bardzo popularne i dynamiczne, ale taniec ludowy niesie ze sobą historię, tradycję i tożsamość. Dzięki niemu możemy poczuć, skąd pochodzimy i jak bogata jest nasza kultura.
Co bardzo mnie cieszy – młodzi ludzie wciąż chcą to odkrywać. Oczywiście konkurencja jest duża i możliwości spędzania czasu jest dziś mnóstwo, ale wciąż spotykam młodych ludzi, którzy z ogromną pasją angażują się w folklor. Kiedy zobaczą, ile radości daje wspólne tańczenie, śpiewanie i wyjazdy – często zostają na długie lata.
Zespół Ziemia Myślenicka ma na koncie wiele imponujących osiągnięć i koncertów w kraju oraz za granicą. Czy jest jeszcze jakiś projekt, który chciałabyś szczególnie zrealizować?
Każdy kolejny projekt jest dla mnie nowym marzeniem i wyzwaniem. Bardzo cieszą mnie wszystkie koncerty, które pozwalają pokazać naszą kulturę w Polsce i na świecie. Zawsze marzę o tym, aby Zespół miał możliwość występować w kolejnych krajach, poznawać inne kultury i jednocześnie prezentować nasz folklor.
Najważniejsze jest jednak to, aby zespół nadal się rozwijał, żeby przychodziły do niego kolejne pokolenia młodych ludzi i żebyśmy wspólnie mogli dalej tworzyć, tańczyć i dzielić się radością płynącą z polskiego folkloru.
rozmawiała Justyna Zięba
