Zaczynała od nauki języka z kaset

Zaczynała od nauki języka z kaset
Urszula Stachura Fot. Katarzyna Hołuj

Od kiedy Urszula Stachura pierwszy raz usłyszała język hiszpański jego melodyjność zachwyciła ją do tego stopnia, że postanowiła uczyć się go najpierw sama, na własną rękę, a potem u samego źródła - w Hiszpanii i od Hiszpanów. Po powrocie do Polski postanowiła założyć Centrum Języka Hiszpańskiego „Buenas”, które ma swoją szkołę w Myślenicach.

Dzisiejsi trzydziestolatkowie i starsi od nich pamiętają z pewnością niegdysiejszą wielką popularność argentyńskich, i szerzej – południowoamerykańskich, telenowel. Hiszpański można było wtedy usłyszeć w wielu domach, w telewizorze.

Urszula też to pamięta, ale jak mówi w jej przypadku to bardziej muzyka i hiszpańskojęzyczne piosenki, sprawiły, że zapragnęła uczyć się tego języka. W jej szkole wtedy go nie uczono, a dostęp do kursów hiszpańskiego był dużo trudniejszy niż dziś. Było ich mniej i cenowo były poza zasięgiem nastolatki. Dlatego postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i uczyć się go sama. Korzystała z dostępnych w księgarniach i kioskach słowników i kaset magnetofonowych z nagranymi rozmówkami.

- Podobała mi się melodyjność tego języka, ale również hiszpańska kultura, a dokładnie to, co wtedy mogłam na niej temat przeczytać albo zobaczyć w kinie. Kino hiszpańskie to było coś totalnie innego od wszystkiego co widziałam - wspomina. – Dopiero po pierwszym roku studiów pierwszy raz wyjechałam do Hiszpanii, do pracy. Trafiłam na południe, do Andaluzji, czyli najbardziej hiszpańskiego z hiszpańskich regionów. To kwintesencja Hiszpanii: gorący klimat, dużo słońca, flamenco i ludzie: otwarci, serdeczni… To wszystko sprawiło, że jeszcze bardziej zakochałam się w tym kraju i jego kulturze – mówi Urszula.

Ten pobyt okazał się przełomowy, bo postanowiła nauczyć się hiszpańskiego jeszcze lepiej i to u samego źródła, w Hiszpanii. Znalazła odpowiednią szkołę i jeszcze podczas studiów (studiowała handel zagraniczny) a dokładnie po zakończeniu pierwszego stopnia, wyjechała na dwa lata szlifować hiszpański. Wtedy też miała okazję zwiedzić również inne regiony Hiszpanii i przekonać się jak różnorodny jest to kraj. - Przykładowo północno-wschodnia Hiszpania to nie tylko zupełnie inny od południowego klimat, ale i inne krajobrazy – mówi. I dodaje: - Być może zostałabym tam dłużej, gdybym dostała dobrą propozycję pracy, ale to był początek kryzysu gospodarczego nie było perspektyw na to, aby taka się pojawiła. Wielu moich znajomych tam traciło wtedy pracę – opowiada.

Po powrocie pracowała przez jakiś czas na etacie w szkole językowej. Potem wyszła za mąż i postanowiła że, oprócz stanu cywilnego zmieni w swoim życiu coś jeszcze. I tak latem 2019 roku została przedsiębiorcą. Jak mówi, o ile szkół angielskiego na myślenickim rynku nie brakuje, to dostrzegła potencjał jeśli chodzi o naukę hiszpańskiego. I na niego postawiła.

- Według różnych źródeł, hiszpański jest w trójce, a może nawet dwójce najpopularniejszych i najczęściej używanych języków na świecie – mówi.

Swoją firmę nazwała Centrum Języka Hiszpańskiego Buenas. - „Buenas” to takie mniej formalne od „buenos dias”, czyli „dzień dobry” powitanie, pozdrowienie. Hiszpanie nieraz mówią „Ola! Buenas!” – tłumaczy Urszula.

Szkoła w Myślenicach jest „sercem” jej firmy, ale oprócz niej prowadzi też filię w swojej rodzinnym mieście, czyli Mszanie Dolnej.

Zaczynała sama, z czasem zatrudniła jedną osobę, a dziś jej zespół razem z nią liczy już pięć osób i jest to zespół międzynarodowy. Jeśli chodzi o uczniów, to jak mówi, od około dwóch lat ma ich w Myślenicach około stu.

Urszula, która sama szlifowała język otoczona nim ze wszystkich stron, nadal uważa, że takie „zanurzenie” w języku to najlepszy sposób nauki. – Mówienie już od pierwszych zajęć, przełamywanie bariery językowej i praktyka zamiast tłumaczenia słówka po słówku i zdania po zdaniu to najlepsza według mnie metoda – mówi.

Zaledwie kilka miesięcy po tym jak założyła firmę, a było to w sierpniu 2019 roku, przyszła pandemia, która okazała się najtrudniejszym jak dotąd sprawdzianem. – Wywróciła wszystko do góry nogami, bo trzeba się było bardzo szybko dostosować do nowych warunków i przejść na online – mówi.

Dla niej było to o tyle trudniejsze, że tak jak na początku tak i teraz stawia na bezpośredni kontakt nauczycieli z uczniami i uczniów z uczniami. - Wiem, że online ma swoje plusy, bo nie wymaga dojazdów, jest dostępny z każdego miejsca i o każdej porze, ale tryb stacjonarny ma coś nie do przecenienia, pozwala nawiązać i pielęgnować relacje, a to ważne szczególnie dla dzieci – mówi. I dodaje: – Zależy mi na tym, żeby nasza szkoła była nie tylko miejscem nauki, ale także miejscem spotkań ludzi o podobnych zainteresowaniach, miejscem, w którym mogą miło spędzić czas.

Urszula, która wcześniej miała okazję pracować na etacie, za największą zaletę bycia przedsiębiorcą uważa niezależność. – Cenię sobie to, że sama mam wpływ na to co się dzieje w mojej firmie, nawet jeśli oznacza to, że coś pójdzie nie tak mogę mieć pretensje co najwyżej do siebie. Tworzenie czegoś od początku samemu daje ogromną satysfakcję. Owszem, czasem przychodzi kryzys i myślę wtedy, że fajnie byłoby o 15-tej lub 16-tej zamknąć za sobą drzwi firmy i wrócić do domu nie myśląc już o pracy, ale wystarczy miłe słowo od dzieci albo rodziców i znów mam siłę i chęci, aby działać dalej – mówi.

W „resecie” pomagają jej też aktywność fizyczna, którą uwielbia i spotkania ze znajomymi.

Sama o sobie mówi, że jest przykładem na to, że życie pisze czasem zaskakujące scenariusze i przekonuje, że wybierając po maturze kierunek studiów, który sam w sobie jest ciekawy, ale praca po nim już niekoniecznie, nie jesteśmy skazani na wieczną frustrację. Ona tak pokierowała swoją karierą, że dziś robi to co lubi i czuje się w 100 procentach spełniona. - Dlatego uspokajam maturzystów i licealistów głowiących się nad wyborem kierunku studiów i martwiących o swoją przyszłość. Z własnego doświadczeniem wiem, że jeśli tylko bardzo się chce, można robić wszystko. Można zmienić kierunek, pójść na studia podyplomowe albo zrobić kurs online, możliwości są niemalże nieograniczone. Jeżeli tylko ma się motywację wewnętrzną do tego, żeby się rozwijać to nie ma co zamartwiać się na przykład tym ile zdobyło się punktów na maturze. Sama czasem mam wrażenie, że odkąd założyłam firmę nauczyłam się więcej niż przez całe wcześniejsze życie. I cały czas się uczę – mówi.