Zakazany pisarz- Pobratymiec (cz. 1)

Historia 21 września 2021 Wydanie 36/2021
Zakazany pisarz- Pobratymiec 
(cz. 1)
Jan Szczęsny Płatkowski – Pobratymiec (1864-1938)

Wszystkie jego utwory objęto w 1951 roku zapisem cenzury w Polsce i podlegały one natychmiastowemu wycofaniu z bibliotek. Czym zasłużył sobie na to literat i pracownik myślenickiego magistratu? Autor licznych utworów dla scen ludowych, które pisał miejscową gwarą z terenu od Myślenic po Rabkę i Suchą Beskidzką. Wykorzystywał opowieści ludności ze Stróży, Pcimia, Łętowni, Krzeczowa, Naprawy, Trzebuni, Więciórki, Tokarni i innych miejscowości zamieszkiwanych przez ludność nazwaną Kliszczakami.

Jan Szczęsny Płatkowski urodził się w 30 listopada 1864, zmarł 29 kwietnia 1938 w Myślenicach. Literat, sekretarz magistratu i działacz niepodległościowy w Myślenicach. Autor dramatów ludowych. Płatkowski przybrał pseudonim „Pobratymca”, co już zdradza przywiązanie do grupy etnicznej, do przyjaźni z ludźmi zamieszkującymi okolice Myślenic. Przez około 30 lat działał w służbie obrony kraju. Był autorem licznych utworów dla scen ludowych, pisanych lokalną gwarą kliszczacką. Jego przeróżne obrazki sceniczne były wydawane przez pół wieku aż do II wojny światowej, najczęściej we Lwowie i Poznaniu. Pisał w tygodniku „Dzwon Niedzielny”, wydawanym w Krakowie, o historii obrazu i kultu MB Myślenickiej oraz o 300-leciu obecności wizerunku Madonny w Myślenicach (1633-1933). Spoczywa w Krakowie na cmentarzu na Stradomiu.

W swoich utworach opisuje społeczność góralską Beskidu myślenickiego oraz społeczność żydowską, w szczególności karczmarzy prowadzących wyszynki. Renomę zdobyła jego sztuka „Zrękowiny u Druzgały” wystawiona w 1912 r. Jan Szczęsny Płatkowski osadził akcję tej sztuki ludowej w karczmie Druzgałów w Pcimiu przy drodze do Zakopanego.

Przenieśmy się do świata z początku XX wieku, pod myślenickie wsie Łętownię i Tokarnię. Krótkie opowiadanie jest zapisem opowieści, jakie wysłuchiwał, a następnie spisywał urzędnik Jan Szczęśny Płatkowski podczas wizyt mieszkańców pobliskich wsi załatwiających swoje sprawy w Myślenicach.

„Niepogodani— Niektoren cłowiek to jest straśnie „niepogodany”, niby to jest taki, co się cłek od niego niewiela co dowie, a jak sie obezwie, to tak ni w pińć ni w dziesięć. Myrdnie ozorem, jak to mortwe ciele ogonem, i po końcu. Jo mom takiego ujka w Łętowni. Jak te wielgie śniegi spadły kole Matki Boskiej Gromnicnej, zderzyliśmy sie ze sobą na jarmaku w Myślenicach,

i pytom sie tak:

— Ujku! mocie ta duzo śniega?

— O! niewiela! niewiela! — odpowiado i skrobie sie po łebie.

— Jak to? — obzywóm sie na to; — dopirutko z wasym sąsiadem Mirochną godołem i un mi aprendowoł, ze u wos tyła śniega nafujało, ze nie sposób z jedne chałupy do drugiej sie przekopac, a jak jechoł do miasta, to konisko zapodało w śniegi po pas, ze niepodobno sie było dowlec, a wymi haf godocie cołkiem inace.

— A, mój Siniku! — godo ujek, —bo to widzis, cistą prowde od somsiada usłysołeś. U niego śniega moc, ale u mnie cołkiem inakse.

— Lo Pana Boga! Je coz wy godocie?!

— Przecie, ujku, was gront jeden przi drugim, przi Mirochninym, to — i miljońsko bieda zjadła! ej zjadła

— jakzeto? — U niego nakidało, a u wos za miedzą — nie?

— Ale bo widzis, — pado ujek, — un mo grontu z jakie dziesięć morgów, a mojego tylko póleclco, i to małe, to i śniega na niem mało. Tak mi wytłomacuł. — No, niepilok grzysi?!

Albo i to: Mo córkę Kundygunde, jedynocke; uua mi prziehodzi siestra ciotecno, jako niby jej matka i moja matka to były dwie osobne matki, a z jednygo gniozda pocbodzące. No i — wiecie, — co wom powiem, ta dzieucha nie jest dotąd wydano, chocioz jest ju z dosić obstarnio, boć jej juz downo trzidziestka minyła, a kto wie cy sie i na śtyrdziestke nie obróciło. No, nie mo scęścia, nie mo i tele, cliocioz wszyćko inne mo jak sie patrzi, i nie bełaby nawet brzyćko, telko jest tako jakosik niemrawa i niepogodano, jak jej ociec. Przydzie kawalir, absztifikuje sie do niej, skubne ją ta gdzie wiele tele, to zeby sie przecie jako tako do niego obezwała pieknem słowem, pokozała mu jakie cułe miejsce, ozfyrlała sie do niego, — to ta — nic. „Jaką mnie, Panie Boże, stworzyłeś, taką mnie mos“. Przez to, tez, jak sie który kawalir — na ten przykłod— nam ani, i choćby na dziesińc pocierzy chyci, to sie tudziez spuści i ,,całujze go w nos!” Juz go niema, a dziopie lata płyną i płyną jak ta woda. No i, co sie nie dzieje: — tryfiuł się jej jeden gdowiec z Tokarni, rzetelny chłop, nawet z dosić pięknym majątkiem, a przez dzieci, no i obces chcioł sie z nią żynić, — Słyszołem — pado, — ze wasa córka obrotno, a jo kole gospodarstwa potrzebuję wyręki i gospodynie jak się patrzi. Majątku teroz nie kcę żodnego, ani wiana, ale po wasej śmierzci, to jest po njkowej, niechże to — co mocie, zapisane zostanie na nią, zeby — na ten przykłod — kieby jakie dziecko sie przitrefiło,— miała i una mu co do ręki wrazić. No, i wszyćko dobrze. U jek jak ujek zgodzo sie zarosinki i Kundygunda tyz. Wszyćko dobrze. Ale ten gdowiec — wiecie, — „nie w kij dmuchoł“. Cłek był praktycny i powiado roz tak do ujka: — no, to skoro juzn ty se tak wszyćko pięknie rozparcelowali, idzciez teroz do Matereusa i zróbcie zopis, coby po ślubie nie było jakicli tryjontów. No, a ujek: „a dyć dobrze! Wszyćko dobrze— Dobrze, to dobrze. Zopowiedzi juz wysły, ten gdowiec tokarski z tą Kundygundą juz sie na dobre zwąchali i nawet ją dosić polubiul, bo jej i modne pońcochy az pozaniego, — to ta — nic. „Jaką mnie, Panie Boże, stworzyłeś, taką mnie mos“. Przez to, tez, jak sie który kawalir — na ten przykłod— nam ani, i choćby na dziesińc pocierzy chyci, to sie tudziez spuści i ,,całujze go w nos!” Juz go niema, a dziopie lata płyną i płyną jak ta woda. No i, co sie nie dzieje: — tryfiuł się jej jeden gdowiec z Tokarni, rzetelny chłop, nawet z dosić pięknym majątkiem, a przez dzieci, no i obces chcioł sie z nią żynić, — Słyszołem — pado, — ze wasa córka obrotno, a jo kole gospodarstwa potrzebuję wyręki i gospodynie jak się patrzi. Majątku teroz nie kcę żodnego, ani wiana, ale po wasej śmierzci, to jest po njkowej, niechże to — co mocie, zapisane zostanie na nią, zeby — na ten przykłod — kieby jakie dziecko sie przitrefiło,— miała i una mu co do ręki wrazić. No, i wszyćko dobrze. U jek jak ujek zgodzo sie zarosinki i Kundygunda tyz. Wszyćko dobrze. Ale ten gdowiec — wiecie, — „nie w kij dmuchoł“. Cłek był praktycny i powiado roz tak do ujka: — no, to skoro juzn ty se tak wszyćko pięknie rozparcelowali, idzciez teroz do Matereusa i zróbcie zopis, coby po ślubie nie było jakicli tryjontów. No, a ujek: „a dyć dobrze! Wszyćko dobrze— Dobrze, to dobrze. Zopowiedzi juz wysły, ten gdowiec tokarski z tą Kundygundą juz sie na dobre zwąchali i nawet ją dosić polubiul, bo jej i modne pońcochy az poza kolana wedle miary zakupiuł, do wesela sie juz sposobią, wszyćko ładnie, pieknie, ale przed samym ślubem gdowiec mówi: jo muse jesce Kundyguudzie zaglądnąć do hipotyki, cy to tam mo wszyćko w porządku jak sie patrzi. Jedzie do Jerdonowa, patrzi, a tu nic. Hipotyka stoji, ale jesce na dziadka, to jest ojca ujkowego, bo ani dekretu dziedzictwa nie doł wpisać do tabuli, jak był inwentorz robiony, ani zodnego zopisu nie sporządziuł, a świdrygoł zaprzisięgoł siebrewiternie, ze u matereusa był i ze wszyćko zrobione jak sie patrzi. Przicbodzi ten oblubieniec do Łętowni i dopieros pyto sie ujka:

— Jakże to, ojce, porobiliście z tym zopisem?— Kundusia mo liipotyke do krzty zapaskudzoną, — Jej dziadek tam jesce w niej stoji, jak stoł, a telaście mi nadutkowali, ze wszyćko porobione do imentu — Jo sie nie zgodzom na takie jakiesik wykrętasy i za warunek stawiom wycyscenie Kundusinej tabuli. A ujek dopiero na to, tak z głupia:

— Dyć jo myśloł, ze sie wy z moją córką chcecie żynić, a nie z jej tabulą.

Milijońsko bieda zjadła! ej! z jadła! Dopieros jak sie ten gdowiec nie ozpajedzi, jak nie praśnie o ziem cymsik, co ta mioł w ręce, jak nie zacnie ujkowi wszyćko wycytować, jak i co było od pocątku obgodane i ułożone, jak nie zacnie skokać, bo go juz złość wielgo zebrała, a ta psiorka Kundygunda, zeby chocioz słówko sie obezwała i ugłoskała jako tego narzeconego, toby sie może jesce jako dała ta rzec naprawić i pośtukować. Ale to tyz takie stworzenie niepogodane, jak i ujek. Una zamkła mowe i ujek zamknuł i oboje, jak tak byli zamknioni, tak ten wdowiec patrzi — patrzi, — wreście plunuł i odsed prec, i więcej juz nie wróciuł. Dziopa najadła sie wstydu, az okropa, bo to juz i placki były do wesela napiecone i wieprzka zabili i druhny z drużbami zmówione, no i tak - moiściewi - wszyćko sie rozesło bez te niezaradność ujkową, ze jest taki nielusy, a i córkę mo nie inaksą. O j! tak to, tak, — moi pikni. — Zawse trza być między ludźmi wyscekanym, bo telko taki dose w świecie rady. Casem nie mo nawet słusności, ale jak dobrze scekać umie, to bedzie jego na wierchu. Ale niemrawiec i cłek „niepogodany“ musi skapać, bo teroz taki świat No! ale — ostańcież mi tu z Panem Jezusem! Juzem sie z wami dość nakłapoł.

cdn.

Bartłomiej Bart Dyrcz