Zimno, zimniej, najzimniej

Zimno, zimniej, najzimniej
Fot. Katarzyna Hołuj

„Zimno” to wyjątkowo często, zwłaszcza tej zimy, powtarzane przez nas słowo. Tyle, że zimno zimnu nierówne. Krystyna Łętocha, kierownik Biblioteki Pedagogicznej w Myślenicach, a prywatnie pasjonatka podróży zaprosiła Myśleniczan na niezwykłą wyprawę na Wyspy Owcze leżące nieco poniżej koła podbiegunowego i Grenlandię, której większość znajduje się powyżej tego koła. Niezwykłą, bez biletów i środków transportu.

Podczas spotkania, które odbyło się w piątek 13 lutego właśnie w siedzibie biblioteki opowiedziała o tych dwóch miejscach na mapie świata, które odwiedziła. Jak twierdzi, obydwa są ze wszech miar warte zobaczenia, choć próżno ich szukać na liście miejsc często wybieranych przez turystów.

Wyspy Owcze najbardziej znane są z tego, że zamieszkuje je więcej owiec niż ludzi oraz z pierwszego na świecie ronda w tunelu pod dnem morskim. Mieszkańców tych wysp - Farerów wyróżnia to, że tworzą wyjątkowo silną wspólnotę, nie tylko dlatego, że jest ich stosunkowo niewielu (w sumie nieco ponad 50 tys.), to w surowym klimacie w jakim przyszło im żyć, są zależni od siebie bardziej niż tam, gdzie klimat jest łagodny i przyjazny człowiekowi. Na Wyspach Owczych, jak mówiła Krystyna Łętocha, słońce rzadko wychodzi zza chmur, za to często pada deszcz (średnio 280 dni w roku(!) co czyni ten rejon jednym z najbardziej deszczowych na świecie), a wiatr wieje tak mocno, że dzieci od małego uczy się tego, jaką postawę przyjąć i jak poruszać się, żeby nie dać się mu zdmuchnąć.

Zimy są tam nawet łagodniejsze niż w Polsce, za to lata znacznie chłodniejsze, czego dowodem jest to, że nasza podróżniczka zwiedzając wyspy latem miała na sobie puchową kurtkę.

Dużo zimniej jest na Grenlandii, gdzie również dotarła. Największa wyspa świata choć nazywa się Grenlandia (czyli „zielony ląd”) zielona nie jest, a zdecydowaną większość jej powierzchni pokrywa lód (tworząc tzw. lądolód grenlandzki). Właśnie na tym lądolodzie ponad trzy dekady temu zarejestrowano najniższą temperaturę na całej półkuli północnej i było to… prawie minus 70 stopni Celsjusza! Ale nawet poza lądolodem temperatura daje się we znaki. Jak opowiadała Krystyna Łętocha, na rejs wśród gór lodowych, dwie puchówki to było mało i trzeba było założyć specjalny, ciepły, choć niespecjalnie wygodny, kombinezon. Było jednak warto, bo dodatkową atrakcją tego rejsu okazały się wieloryby, które ukazały się oczom podróżników.

Oprócz opowieści o surowej naturze Grenlandii, białych nocach i dniach polarnych, mówiła też o jej historii, rdzennych mieszkańcach, którymi są Inuici i psach, które mają tam zupełnie inny status, niż nasze czworonogi.