Zwykli rekonstruktorzy, w niezwykłym miejscu – 5-dniowy rajd konny śladami ostatniej bitwy września 1939
Tło historyczne
1 września 1939r. wybuchła II Wojna Światowa – Niemcy zaatakowali Polskę. Kawaleria, która w tamtych czasach była elitą Wojska Polskiego, aktywnie się włączyła w obronę naszego państwa. Do walki stanęło 40 pułków kawalerii: 3 pułki szwoleżerów, 27 pułków ułanów i 10 pułków strzelców konnych, oraz 14 tzw. improwizowanych pułków kawalerii (pułki powstałe w czasie walk kampanii Polskiej, z czego większość to były pułki rezerwy). Skupimy się na 3 Pułku Strzelców Konnych, który stacjonował w Wołkowysku. W czasie wojny został on włączony do Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Polesie”. Pierwszy żołnierz zginął w czasie wyładunku 3 PSK, przez to, że przyleciał niemiecki samolot i zbombardował stację. Co ciekawe, żołnierz ten nie zginął od odłamka, czy naboju, ale dostał w głowę barierką od łóżka, bo nie założył na rozkaz hełmu. Wtedy też 3 PSK pierwszy raz spotkał się z Niemcami. Odbyło się to 4 września w okolicach Czerwonego Boru. Pułk prężnie walczył z Niemcami, jak z resztą reszta pułków, lecz najważniejsza jest dla nas ta ostatnia walka, która odbyła się w Kalinowym Dole. Dlaczego najważniejsza? Pod koniec kampanii polskiej, Samodzielna Grupa Operacyjna (SGO) „Polesie” zostało otoczone przez Niemców. Kilka pułków zdążyło oddzielić się od głównego oddziału, by się przebić, lecz okazało się, że nie ma żadnej luki pomiędzy Niemcami którędy mógłby przejść większy oddział. Gdy dowiedział się o tym gen. Kleberg dowodzący SGO, od razu wydał rozkaz powrotu i ogłosił kapitulację, by krwi żołnierskiej nie przelewać nadaremno, bo będzie jeszcze ona Polsce potrzebna. Niestety 3PSK miało przestrzelone radio, a posłaniec nie dotarł. W trakcie przechodzenia przez wieś Kalinowy Dół żołnierze zsiedli z koni, by je odciążyć i mniej się rzucać w oczy, oraz zdjęli ostrogi, by nie było ich słychać. Okazało się, że ludność wsi została kilka dni wcześniej wysiedlona i że Niemcy zastawili tam pułapkę. Oto relacja jednego ze świadków:
[…] Nagle seria ckm. Jedna. Druga. W tym momencie byłem jedynym na koniu. Skręciłem w prawo za najbliższy dom. Tuż nad głowami końskimi rój kolorowych pocisków. Gdybym spóźnił się o parę sekund, już bym nie żył. Kule szły gęsto. To co się stało – trudno opisać. Stłoczone w wąskiej ulicy wsi konie, rażone czołowym ogniem ckm, stanęły dęba. Przewracając prowadzących je za wodze strzelców, rzuciły się cwałem do tyłu. Wielu strzelców przewróconych na ziemię zostało stratowanych. Wiele koni poprzewracało się na wozach taborowych u wylotu wsi. Kilka ze złamanymi kończynami kwiczało niemiłosiernie. Piekło na ziemi. Serie karabinów maszynowych bez przerwy. Zasadzka. […]
Odbyło się to 6 października nad ranem. Zginęli tam ostatni żołnierze w Kampanii Polskiej. Tego dnia ogłoszona została kapitulacja. Por. Zbigniew Makowiecki tak napisał opisując kapitulację Dywizji „Zaza”:
[…] No, mamy 3 PSK, Panie Generale […] ale dlaczego oni tak spieszą do niewoli? […] Nagle ktoś krzyknął z szeregu: - To same konie! Nie ma ani jednego jeźdźca!”.
Zasadzka na 3 PSK, była na tyle blisko, że spłoszone konie, wyczuły inne konie, i po prostu do nich dołączyły. Dlatego właśnie mówi się, że 3PSK, to jedyny oddział kawalerii, który nie skapitulował i nie złożył broni, lecz został rozbity w walce.
Sztandar, to rzecz święta
Dla pułków kawalerii najważniejsze nie było życie, nie była broń, nie była kochanka, czy generał. Najważniejszy był sztandar, bez którego od razu rozwiązywano pułk. Pułk bez sztandaru nie miał prawa istnieć. Przy każdej wyprawie, przy każdej walce był sztandar. 3 PSK też miało swój sztandar. Sztandar ten przetrwał śmierć pierwszego żołnierza, zasadzkę w Kalinowym Dole i trwa do dziś. Przetrwał opisaną powyżej zasadzkę i został zakopany. Po wielu latach, a dokładnie 5 lipca 1980r. Tadeusz Kwiecień – syn byłego płk. 3 PSK, dostał informację od ostatniego żyjącego świadka zakopania sztandaru, Józefa Bispinga, o lokalizacji zakopania sztandaru. Za pomocą najlepszego sapera 6 Pomorskiej Dywizji Powietrzno-Desantowej Krzysztofa Gamonia udało się odnaleźć tubę ze skarbem. Sztandar wyglądał jak nowy. Zachował się w idealnym stanie, mimo, że w ziemi przeleżał wiele lat. Jakiś czas później, gdy odtwarzano 3 PSK, poczet sztandarowy, dokładnie w tym samym składzie co przed wojną, wystąpił na uroczystościach.
Rajd konny:
Dokładnie w 86. rocznicę opisanych powyżej wydarzeń grupa rekonstrukcyjna 3 Pułku Strzelców Konnych z Toporzyska wyruszyła śladami ostatniej bitwy Kampanii Polskiej. Wśród nich byli autorzy tego artykułu, czyli Błażej i Mikołaj Ingarden.
Pierwszego dnia przygotowywaliśmy się do wyjazdu, czyli pakowaliśmy konie i sprzęt do koniowozu. Wyjechaliśmy wieczorem. Naszym celem był Dęblin, okolica bazy wojskowej, gdzie dotarliśmy nad ranem. Zjedliśmy śniadanie, osiodłaliśmy konie i wyruszyliśmy. Po 30 kilometrach dotarliśmy do jakiejś wsi, gdzie ugościła nas miejscowa rodzina. W ich domu było bardzo ciepło i było bardzo dobre jedzenie. Pobudka 5.00, bo o 5.30 trzeba było nakarmić konie, co było naszym, czyli „młodych” obowiązkiem. Drugi dzień to kolejne 30 kilometrów. Po drodze goniła nas krowa, która się zerwała się z łańcucha i mój brat powiedział, gorzej być nie może. Okazało się, że zawsze może być gorzej. Trzeciego dnia na trasie goniło nas już całe stado zwierząt: jeden koń i pięć krów… Po drodze przechodziliśmy przez rzeczkę. Niektóre konie nie chciały wejść do wody, więc trzeba je było przeprowadzić. Dla części z nas skończyło się to mokrymi butami. Dojechaliśmy do jakiegoś domu który można powiedzieć że był rozdzielony na dwie części oddalone o 500 metrów, I my spaliśmy w tej dalszej części i w tym dniu mieliśmy nocną wartę, ale było dobrze, bo wytrwaliśmy. Ostatniego dnia, przy pięknej pogodzie, dotarliśmy do celu – do klasztoru w Woli Gułowskiej, gdzie miały się odbyć uroczystości. W piątek zostaliśmy zaangażowani do prowadzenia warsztatów edukacyjnych dla lokalnych uczniów na temat historii o kawalerii i działań wojennych we wrześniu 1939 w okolicznych miejscowościach.
Uroczystości i rekonstrukcja:
W niedzielę 5 października uczestniczyliśmy we Mszy św. w Parafii Nawiedzenia NMP, w Woli Gułowskiej, przy Matce Bożej, patronce żołnierzy września. To jest o tyle ważna figurka, że została przestrzelona w czasie zaciętych walk o ten klasztor. Po mszy wsiedliśmy na konie. Błażej został wybrany do drugiej trójki sekcji 3 PSK. Przejechaliśmy w kolumnie trójkowej, wraz z kawalerzystami z innych pułków. Najpierw było złożenie wieńców na cmentarzu, a potem przejechaliśmy pod pomnik Czynu bojowego „Kleberczyków”, gdzie odbył się uroczysty apel wojskowy 19 Lubelskiej Brygady Zmechanizowanej, oraz przemówienia okolicznościowe.
Po uroczystościach odbyła się rekonstrukcja walk odbytych przez SGO „Polesie”. Przedstawiona została też szarża kawalerii. Niestety nie wsadzili nas na konie, bo mamy jeszcze trochę za małe doświadczenie jeździeckie. Występowaliśmy w roli piechoty. Na rekonstrukcji były potężne tłumy widzów.
Po uroczystościach spakowaliśmy konie do koniowozu i wyruszyliśmy w drogę do domu.
Ten rajd dla nas był wyjątkowym przeżyciem. 5 dni, ponad 100 kilometrów „w kopytach”, w siodłach kawaleryjskich troczonych jak za czasów historycznych. Nauczyliśmy się wielu różnych rzeczy, m. in. poprawiliśmy swoje umiejętności jeździeckie, poznaliśmy lepiej nasze konie, poszerzyliśmy wiedzę historyczną, poczuliśmy, jak żyli żołnierze przed wojną. To był wyjątkowo fajny wyjazd, który zapamiętamy do końca życia. Bo to był nasz pierwszy rajd historyczny, a pierwszy pamięta się najlepiej. Przed nami kolejne wyjazdy, kolejne rajdy w doborowym strzelecko-jeździeckim towarzystwie…
Kilka wskazówek dla tych, którzy nie chcą zrazić do siebie kawalerzystów:
1. Nie było czegoś takiego jak Kampania Wrześniowa. Była Kampania Polska, lub Jesienna, bo walki nie skończyły się we Wrześniu, tylko w Październiku!!!
2. Nie mylcie Strzelców Konnych, oraz Szwoleżerów z Ułanami. Nie wszyscy to Ułani.
3. Przed powiedzeniem barw otoków, sprawdźcie dokładnie jaki to kolor. 3 Pułk Strzelców Konnych mam amarantowe otoki na rogatywkach, a nie różowe. 21 Pułk Ułanów Nadwiślańskich, którzy stacjonują w Jaworniku, mają otoki turkusowe, a nie zielone, itd.
4. W kawalerii włada się lancą, a nie dzidą, czy kopią, a szabla to szabla a nie miecz.
5. 3 Pułk Strzelców Konnych nie skapitulował lecz został rozbity w boju.
6. Nie wierzcie propagandzie niemieckiej, gdzie mówią, że kawaleria szarżowała na czołgi, bo nigdy nie było takiej sytuacji. Niemcy sami mieli swoją kawalerię, oraz ok. 2,8mln. koni wykorzystywanych w czasie walk. Kawaleria używała koni głównie do transportu, lecz zdarzały się szarże. Ostatnia szarża kawalerii polskiej odbyła się 1 marca 1945r. podczas walk o wał Pomorski. Szarża zakończyła się sukcesem i nie zginął żaden kawalerzysta ani koń. W czasie tych walk przebić się nie mogły nawet czołgi, a kawaleria dała radę.
7. To nie tak, że Niemcy z łatwością rozbili armię polską. Odbyło się to szybko, lecz po walkach Niemcy stracili 16 000 żołnierzy, a rannych było ok. 27000. W dodatku stracili 1000 czołgów i pojazdów pancernych, oraz ok. 700 samolotów. Amunicji mieli na ok. 10 dni wojny. Mieliśmy naprawdę świetną armię, lecz Niemcy byli lepiej wyposażeni i zacięci.
Błażej Ingarden, Mikołaj Ingarden
