Maciej Ostrowski: Nadal pozostanę związany z samorządem i z Gminą Myślenice

Maciej Ostrowski: Nadal pozostanę związany z samorządem i z Gminą Myślenice

Uważam, że należy wzmacniać regionalizm, mówić o małych ojczyznach, to bardzo ważne, aby w samorządzie nie przysłaniało nam światła partyjniactwo.

Oczywiście na poziomie gminy, powiatu czy województwa musi być obecna polityka, ale to nie partia, czy jakieś ciało w Warszawie ma decydować o tym co i w jaki sposób zostanie wykonane w Myślenicach.

To my - ludzie na dole, samorządowcy, którzy mijamy się na co dzień na ulicach, mający ze sobą kontakt w różnych środowiskach znamy najlepiej nasze potrzeby. Sami mamy rozmawiać o swoich sprawach. Wiadomą rzeczą jest, że w wyborach do parlamentu odgrywają rolę partie, ale nie na poziomie samorządu i oby w przyszłości nie odgrywały w Myślenicach

- mówi Maciej Ostrowski, burmistrz Miasta i Gminy Myślenice

 

Przez kilka ostatnich miesięcy trwały spekulacje na temat kandydatury Macieja Ostrowskiego i ewentualnych osób, które mogłyby go zastąpić. Z początkiem czerwca ogłosił, że podczas nadchodzących wyborów samorządowych nie weźmie udziału w wyścigu o fotel burmistrza.

Tym samym uciął wszelkie domysły na ten temat. Co więcej, zapowiedział udział w wyborach, ale… do Rady Powiatu lub Sejmiku Województwa Małopolskiego, a na swoje miejsce zarekomendował Krzysztofa Halka. Pytamy go o powody takiej decyzji.

 

Po kilku miesiącach spekulacji dotyczących Pana kandydatury i trzymania mieszkańców w niepewności, podczas konferencji prasowej oznajmia Pan… że w nadchodzących wyborach samorządowych nie będzie się ubiegał o stanowisko burmistrza. Dlaczego?

Ponieważ mam pewien plan działania i chciałbym go zrealizować w taki sam sposób jak do tej pory realizowałem różne projekty, będąc burmistrzem Miasta i Gminy Myślenice. Ten projekt wychodzi poza ramy gminy i polega na przejściu do wyższego szczebla samorządu.

Zatem radny powiatowy, województwa, a może starosta lub… poseł Maciej Ostrowski? Który z tych scenariuszy zakłada wspomniany plan?

Nie, nie - dzisiaj nie poseł, na pewno też nie starosta. Wspomniany plan Ostrowskiego obejmuje pracę w powiecie lub województwie, reprezentowanie w nim Gminy Myślenice, pomoc staroście oraz kontynuowanie dobrej współpracy pomiędzy Gminą Myślenice a Powiatem. Nie ukrywam, że miałem też propozycje startu w wyborach do Sejmiku Województwa Małopolskiego i muszę przyznać, że to bardzo ciekawa opcja, bo Sejmik realizuje zakres związany ze środkami europejskimi i programami regionalnymi, co jest tematem mi bliskim.

Jednak plan Ostrowskiego jest związany z lokalną polityką, która skupia się na samorządzie. Uważam, że należy wzmacniać regionalizm, mówić o małych ojczyznach, to bardzo ważne, aby w samorządzie nie przysłaniało nam światła partyjniactwo. Oczywiście na poziomie gminy, powiatu czy województwa musi być obecna polityka, ale to nie partia, czy jakieś ciało w Warszawie ma decydować o tym co i w jaki sposób zostanie wykonane w Myślenicach.

To my - ludzie na dole, samorządowcy, którzy mijamy się na co dzień na ulicach, mający ze sobą kontakt w różnych środowiskach znamy najlepiej nasze potrzeby. Mamy rozmawiać sami o swoich sprawach. Wiadomą rzeczą jest, że w wyborach do parlamentu odgrywają rolę partie, ale nie na poziomie samorządu i oby nie odgrywały w Myślenicach.

Wspomniany plan nie zakłada Pana startu do Rady Miejskiej?

Ostatnio często słyszę to pytanie. Jeżeli jako radni Komitetu Wyborczego Macieja Ostrowskiego przedstawiamy kandydata na burmistrza w postaci Pana Krzysztofa Halka, to uważam, że źle byłoby gdyby dotychczasowy burmistrz zasiadał w Radzie. Niech w tym miejscu tworzy się coś nowego, niech zajmą je ludzie z ciekawszymi pomysłami i lepszymi rozwiązaniami niż te, jakie do tej pory miał Maciej Ostrowski. Poza tym nie chciałbym nikogo ograniczać, ani stwarzać okazji do mówienia, że ktoś jest przeze mnie sterowany lub kierowany.

 

Nadal będę chodził po tych ulicach, będę się spotykał z mieszkańcami w szkołach, na chodnikach, na basenie, na ścieżkach rowerowo-biegowych. Będę funkcjonował wśród myśleniczan. Nic się nie kończy, Maciej Ostrowski pozostanie związany z samorządem i z gminą Myślenice

 

Ja nadal będę chodził po tych ulicach, będę się spotykał z mieszkańcami w szkołach, na chodnikach, na basenie, na ścieżkach rowerowo-biegowych. Będę funkcjonował wśród myśleniczan. Nic się nie kończy, Maciej Ostrowski pozostanie związany z samorządem i z gminą Myślenice. Chciałbym nadal pracować dla jej dobra i reprezentować ją w Radzie Powiatu czy Sejmiku.

O ile zostanie Pan wybrany…

Oczywiście, to będzie ciężki bój, ponieważ to wyższy szczebel, a do Rady Powiatu czy województwa startują mocni kandydaci. Dzisiejsi radni to doświadczeni samorządowcy, którzy bardzo dobrze funkcjonują. To czy mieszkańcy zaufają mi i przekażą mandat jako radnemu okaże się jesienią.

Rezygnuje Pan po 15 latach urzędowania. Pana następca – niezależnie od tego, kto nim zostanie ma przygotowany grunt i czeka go łagodne wejście w pięcioletnią kadencję. W jej pierwszych latach zakończy się rewitalizacja Rynku, na terenie miasta i gminy do 2020 roku powstaną ścieżki rowerowe z punktem widokowym… – nie żal tego zostawiać?

Dajemy dobry start, to fakt. W ostatnim czasie udało się uporządkować wiele rzeczy, a także zrealizować i rozpocząć ciekawe projekty. Są takie momenty jak chociażby niedawna akcja niepodległościowa z przedszkolakami na Rynku, które chwytają za serce. Podobnie każde dobre słowo, które otrzymuję w ostatnim okresie od przedstawicieli różnych środowisk. Jednak przychodzi moment, w którym podejmuje się męskie decyzje i to właśnie taki czas. W obliczu tego co rok temu było mówione, że trzeba odspawać burmistrzów i wójtów od stołków i przewietrzyć urzędy, udowadniam, że wcale nie trzeba.

Mój przykład pokazuje, że każdy ma prawo podjąć decyzję i nikt nie musi być do tego zmuszany. Ważne jest, aby człowiek miał wpływ na to, co będzie się z nim działo oraz na to, co chce i może zaoferować. Nie zostawiam spalonej ziemi, zostawiam dobrze funkcjonujący urząd, przygotowaną gminę, przygotowanego kandydata na burmistrza i będę się starał o to, aby nim został.

Myśli Pan, że mieszkańcy poprą Krzysztofa Halka?

Liczę na to. Tak samo jak ja potrafi łączyć ludzi różnych środowisk o różnych orientacjach politycznych. W ciągu ostatnich 15 lat wielokrotnie - zwłaszcza w tych trudnych okresach kampanii wyborczych, mieszkańcy obdarzali mnie zaufaniem i pozostaje mi poprosić o to, aby to zaufanie tym razem skierowali na Pana Krzysztofa Halka, który może dobrze i stabilnie prowadzić naszą gminę ku dalszemu rozwojowi. Wierzę w to, że wyborcy poprą jego kandydaturę.

Wybór Krzysztofa Halka to kontynuacja polityki Macieja Ostrowskiego?

W dużej mierze tak. Wiem, że ma pełno pomysłów, kilka z nich dokładnie poznałem i myślę, że są dobre. Wiem, że będzie je sukcesywnie przedstawiać. Zakładam, że Komitet Wyborczy Wyborców Macieja Ostrowskiego będzie drogowskazem, który wskaże mieszkańcom Miasta i Gminy Myślenice, że Ostrowski funkcjonuje zarówno z kandydatami na radnych miejskich, powiatowych jak i z kandydatem na burmistrza Panem Krzysztofem Halkiem i że ciągle jest obecny w lokalnej polityce.

 

Droga, którą powinno zmierzać miasto i gmina to droga rozwoju. Ten musi być ciągły, bez rewolucyjnych ruchów, które wywrócą ład funkcjonujący w gminie.

 

Jaką drogą zatem powinny zmierzać Myślenice w najbliższych pięciu latach?

Droga, którą powinno zmierzać miasto i gmina to droga rozwoju. Ten musi być ciągły, bez rewolucyjnych ruchów, które wywrócą ład funkcjonujący w gminie. Myślę tu o pewnych zasadach i prawach lokalnych jakie zostały przyjęte przez Radę Miejską. Ponadto przybywa nam mieszkańców i ten trend powinniśmy zachować. Musimy być otwarci na ludzi, którzy do nas przychodzą. Skoro stwarzamy warunki, żeby się tu sprowadzali, to musimy też im w tym pomagać. Nowi mieszkańcy przybywają przeważnie z aglomeracji krakowskiej i cenią sobie spokój jaki oferuje Gmina Myślenice. Dzisiaj największy obrót ziemią notuje się w Głogoczowie, Jaworniku, Krzyszkowicach, Bęczarce i Polance.

Przybywa nam też dzieci, co generować będzie potrzebę rozbudowy żłobka, organizacji sieci przedszkoli, należy zastanowić się w jaki sposób dalej rozwijać rekreację, turystykę, jak wykorzystywać otaczające nas lasy. Rozkwit może zapewnić rozwój komunikacyjny miasta poprzez budowę obwodnicy zachodniej i północnej, zapisanej w planach zagospodarowania. Spokojna gmina to również bezpieczeństwo, które należy zapewnić mieszkańcom na terenach między Myślenicami a Głogoczowem budując przejazdy podziemne pod Zakopianką.

A jak się Pan ustosunkuje do zarzutów mówiących o tym, że Pana decyzja o pozostawieniu gminy to wynik ciągnących się rozpraw sądowych i wyczerpania pomysłu na sprawowanie władzy?

Moje sprawy sądowe to nie jest kwestia ostatnich lat. Przetrwałem trzy kampanie wyborcze ze sprawami sądowymi i to w żadnym wypadku nie miało wpływu na moją decyzję. Z większości zarzutów zostałem przez lata oczyszczony. Natomiast jak mówiłem w kwietniu, podsumowując ostatnie 15 lat na stanowisku burmistrza - w tej kadencji w myślenickim samorządzie zauważalny jest nadmierny udział aparatu państwa i służb kontrolnych, nasyłanych z racji donosów ze strony opozycji, która w ten sposób stara się stworzyć negatywny obraz samorządu.

Na początku tej kadencji mówił Pan, że „[…] trzeba rozmawiać o przyszłości Myślenic; zastanowić się nad tym co dalej robić i w jakim kierunku zmierzać. Trzeba też wiedzieć, kiedy ze sceny zejść niepokonanym, jak w piosence Perfectu”. Trudno nie odnieść wrażenia, że już wtedy kiełkowała w Panu ta myśl…

To prawda, ten pomysł rodził się od początku kadencji. Zacząłem myśleć o tym tuż po wyborach samorządowych, zastanawiając się co robić dalej. To długotrwały proces, który nie odbywa się w ciągu roku, to decyzja którą należy przemyśleć, a przede wszystkim do niej dojrzeć. Wiem, że moi polityczni oponenci robią wszystko, aby zdeprawować moje działania i podkreślać wspomniane sprawy sądowe, natomiast pełniąc funkcję publiczną i biorąc odpowiedzialność za każdą decyzję, sprawy sądowe nie są niczym nadzwyczajnym, są niejako wpisane w tę profesję.

Kiedyś po przegranym procesie z dziennikarzem usłyszałem od sędziego, że burmistrz powinien mieć twardą skórę. Praca w samorządzie wymaga m.in. wytrwałości i tego nauczyłem się przez te wszystkie lata. To również przykład na to, że władza to nie tylko same pozytywne zjawiska.

 

Mój przykład pokazuje, że każdy ma prawo podjąć decyzję i nikt nie musi być do tego zmuszany. Ważne jest, aby człowiek miał wpływ na to, co będzie się z nim działo oraz na to, co chce i może zaoferować. Nie zostawiam spalonej ziemi, zostawiam dobrze funkcjonujący urząd, przygotowaną gminę, przygotowanego kandydata na burmistrza

 

Jak na przestrzeni tych 15 lat zmieniał się sposób prowadzenia polityki? Dużo mówi Pan o samorządności, pracy dla wspólnego dobra, jednak w ostatnich latach trudno nie zauważyć polaryzacji na lokalnej scenie politycznej.

Przede wszystkim zmienił się poziom dyskusji, która obecnie jest pełna agresji. Coraz rzadziej dotyczy merytoryki, nie skupia się na problemach, ale obfituje w całe mnóstwo inwektyw. We wcześniejszych kadencjach opozycja potrafiła wypracować z rządzącym ugrupowaniem wspólny projekt.

Dzisiaj cokolwiek by nie zrobiła strona rządząca, jest to bombardowane przez opozycję - często dla zasady i bezpodstawnie. Za duże znaczenie odgrywa obecnie przynależność partyjna, co psuje współpracę. Tej nie ma, bo niektórzy robią to, co każe im partia. Takie działanie nigdy nie sprawdzi się w samorządzie.

Zarządzanie gminą to ciągłe decyzje. Od jednej z nich zaczęliśmy tę rozmowę. Które w przeciągu ostatnich 15 lat były dla Pana najtrudniejsze?

Na pewno była to decyzja związana z budową Zakładu Utylizacji Odpadów. Trudność polegała na tym, czy w ogóle wejść w ten projekt. Bardzo trudną decyzją było pozyskanie udziałów PKS-u i jak przed laty powiedziałem na łamach Gazety Myślenickiej; była to nietrafiona decyzja. W konsekwencji jako gmina mieliśmy dużo problemów i ciągnęła się za nami organizacja dworca, czy strajk przewoźników, które z perspektywy czasu mogę ocenić jako niepotrzebne. To był błąd, ale finalnie gmina dobrze na tym wyszła, bo mieliśmy wpływ na inwestycje powstające przy ul. Słonecznej.

Jedną z decyzji, której skutki odczuwamy do dzisiaj był projekt „Czysta woda dla Krakowa...” i skanalizowanie gminy, która generowała milionowe zadłużenie. Patrząc z perspektywy czasu – podjąłby ją Pan ponownie?

Zadłużenie ciągnie się do tej pory, ale podjąłbym tą decyzję ponownie bez dwóch zdań. Problem nie polegał na tym, czy robić - bo o budowę kanalizacji wnioskowali wszyscy. Największym ryzykiem w tym projekcie było zadłużenie, ale czasem trzeba zaryzykować. Warte tego są projekty, które „spinają się” finansowo. Dzięki temu krokowi doprowadziliśmy do tego, że dzisiaj gmina jest skanalizowana w 96%.

Samorządy, które przed laty były z nami w Związku Dorzecza Górnej Raby i nie zdecydowały się na realizację podobnych projektów, dzisiaj zmagają się z problemem ścieków, którego nie rozwiążą przez najbliższe 10 lat, bo nie ma już możliwości pozyskania podobnych pieniędzy na ten cel. Ta decyzja pozwoliła na przeprowadzenie przetargów, a następnie prac w kwotach, które dzisiaj ze względu na podwyżki nie są możliwe do osiągnięcia. To pokazuje, że warto było w tym czasie wydać takie pieniądze. Przedstawiłbym to ponownie Radzie Miejskiej. Przyjęły je dwie kadencje Rady. Było warto. Uważam, że to była jedna z lepszych decyzji w historii miasta i gminy Myślenice.

Kontrowersje budziły decyzje dotyczące większości dużych inwestycji. Tak było m.in. w przypadku tworzenia Strefy Przemysłowej, przy budowie Zakładu Utylizacji Odpadów, hali widowiskowo-sportowej, nowej biblioteki, strzelnicy, wspomnianego projektu „Czysta woda…”, rewitalizacji Zarabia i związanej z nią wycinką drzew, natomiast dzisiaj głośno mówi się o muzeum, które nazywa się „pomnikiem”.

Było warto w przypadku każdej z wymienionych inwestycji. Kiedy budowaliśmy halę też słyszałem, że stawiam sobie pomnik. Dzisiaj ta inwestycja broni się sama, a jeżeli ludzie korzystają z jakiegoś obiektu, znaczy to, że jego budowa była potrzebna. Kilka lat przed halą mówiono, że basen będzie pomnikiem. Dzisiaj funkcjonuje bardzo dobrze, jest przepełniony, a od tego czasu w sąsiednich gminach nikt nie wybudował takiego obiektu.

Jak Pana zdaniem postać Macieja Ostrowskiego zapisze się w historii Myślenic?

Na pewno historycznie jak dotąd zostanę burmistrzem najdłużej pełniącym ten urząd. Co do reszty nie mogę się wypowiadać, bo to mieszkańcy ocenią ten okres z biegiem czasu. Mogę tylko powiedzieć, że przez te lata nie popełniliśmy grzechu zaniechania, a miasto i gmina nieustannie się rozwijała. Okres ostatnich 15 lat cechuje właśnie rozwój i to w każdym aspekcie; przez infrastrukturę, miejsca pracy, rekreację i turystykę na liczbie mieszkańców kończąc.

Życzyłbym sobie i wszystkim mieszkańcom, aby ten trend został utrzymany i mógł być kontynuowany w kolejnych latach. Wiem, że nie będzie to możliwe na taką skalę jak dotąd, bo nie będzie już takich środków finansowych do zagospodarowania. Było nam dane mieć szczęście znaleźć się w bardzo dobrym czasie. Wszyscy, każda gmina w kraju miała równe szanse na pozyskanie funduszy unijnych. Startowaliśmy w konkursach na równych zasadach, ale byliśmy przygotowani. Dobrze wykorzystaliśmy ten czas.

Piotr Jagniewski Piotr Jagniewski Autor artykułu

Dziennikarz, redaktor, fotoreporter. Lubi dobrze opowiedziane historie i ludzi z pasją, którzy potrafią się nimi dzielić. Od 2014 roku pełni funkcję redaktora naczelnego. (REPORTAŻ, WYWIAD, WYDARZENIA, LUDZIE, SAMORZĄD)