Myślenice dzieliły się na „Górno” i „Dulno” Wieś

Myślenice dzieliły się na „Górno” i „Dulno” Wieś

-Myślenice dzieliły się na „Górno” i „Dulno” Wieś

-Dlaczego „Górno”, dlaczego „Dulną”?

-Bo ludzie mówili gwarą. Myślenice były do mleczarni i do tego miejsca prowadziła droga asfaltowa. Dalej mówiono, że jest właśnie Górno Wieś, natomiast od siedziby partii - czyli dzisiejszego budynku starostwa - była Dulna Wieś. Dawniej tak mieszkańcy dzieli miasto

- w swoich wspomnieniach związanych z Myślenicami w rozmowie ze swoim wnukiem mówi Maria Jasek

Mam tutaj zdjęcie numer jeden. Jedno z najbardziej charakterystycznych, bo pokazuje myślenicki Rynek…

Rynek zmienił się na przestrzeni lat… Kiedyś przez środek przebiegał szpaler drzew, główna ulica nie była ubita, a posypana żwirem. Jeździły po nim furmanki i nie było samochodów. Na tamten czas uważałam, że był ładny; były drzewa, brakowało ławek, potem się jeszcze zmienił, bo stały na nim autobusy PKS-u. To najwcześniejszy obraz Rynku jaki pamiętam.

Jakie jeszcze wspomnienia wiążesz z tą częścią miasta?

Pamiętam, że zawsze znajdował się tam Urząd Miasta na który mówiliśmy Magistrat. Zaraz obok niego znajdowała się legendarna apteka Państwa Skowrońskich, dalej restauracja Ponurskiego i sklep, który nazywał się „Wyroby”. Mieścił się w takim starym domu, gdzie można było kupić wszystko - od malowideł przez świeczki, prawie każdą rzecz jaka była przydatna w domu. W latach 60. na Rynku rosły topole, stał na nim też kiosk, a dalej był CPN - czyli stacja benzynowa, a potem osławiony sklep spożywczy „Trójka”. Wszyscy chodzili do tego sklepu, a jak mówiłeś, że będziesz pod „Trójką” to każdy wiedział gdzie to jest. Mało było wtedy sklepów w Myślenicach.

Na przestrzeni lat Rynek bardzo się zmieniał?

Tak! I pamiętam jak przyszedł naczelnik Urzędu Miasta, to zmienił się i to bardzo. Ludzie się śmiali, że go rozkopuje, bo szuka złota, albo jakichś papierów, a on chciał wybudować kanalizację i przy okazji wymienili kostkę na brukową i zlikwidowali ruch samochodowy. Różne rzeczy mu ludzie zarzucali, ale uważam że dobrze wtedy zrobił i zmienił tym oblicze Myślenic. Rynek zrobił się ładny i jak widać do dzisiaj pamiętam, że w tym czasie zmieniło się serce miasta.

Jakie to były lata?

Poczekaj, bo już jestem stara. Wtedy miałam… no tak gdzieś koło 40 lat, nie wiem dokładnie. Dzisiaj ciężko mówić mi o datach, z wiekiem łatwiej pamięta się ludzi, miejsca i wydarzenia niż konkretne daty.

Dlaczego aptekę Pana Skowrońskiego nazywasz legendarną?

Bo drugiej takiej już nie było. Pamiętam Państwa Skowrońskich i pracującego u nich Pana Pucza. Bardzo byli mili i zawsze wszystkim radzili. Wtedy aptekarz był jak lekarz, a czasem nawet był bardziej szanowany. Kiedy człowiek czuł, że łapie go choroba, to szedł do apteki i mówił co mu dolega, szukał rady właśnie u aptekarza. Oni w tamtych czasach lepiej poradzili jak nie jeden lekarz.

Wygląda na to, że aptekarz kiedyś cieszył się o wiele większym szacunkiem niż dzisiaj…

Wszystko wiedzieli na temat chorób, umieli doradzić i wykonać niemal każde lekarstwo. Dopiero, kiedy nie radzili sobie z dolegliwością i człowiek nie wiedział jak zaradzić chorobie, to decydował się na wizytę u lekarza, a tych było dwóch - doktor Ambroży i Boryczko.

Na jednym ze zdjęć widać dworzec PKS znajdujący się na płycie Rynku, czy to było wygodne rozwiązanie?

To było w latach 60. W Rynku stały wielkie topole, kiosk i CPN. Znajdował się tu też dworzec autobusowy, a jedną z tych maszyn jeździł mój mąż, który pracował w PKS jako kierowca.

Autobusy pewnie jeździły głównie do Krakowa…

Tak, ale dojeżdżały też do wiosek. Kursowały do Poręby i do Trzemeśni. Może nie tak często jak dzisiaj, ale można było dojechać do różnych miejscowości. PKS realizował bardzo dużo przewozów firmowych wożąc pracowników do Krakowa. Na tamte czasy to był prężnie działający ośrodek komunikacyjny i zatrudniał wiele osób. Kiedy mój mąż robił na przewozie pracowników, to wstawał o trzeciej rano i jechał w góry, a następnie zawoził ich do Krakowa. Jak w PKS-ie mieli mało kierowców, to jeszcze jeździł na linii, gdzie woził pasażerów. Pod koniec dnia znowu jechał po pracowników i odwoził ich do domów. Wtedy wracał około szóstej po południu.

W soboty i niedziele też jeździli?

A no pewnie! Nie w każdą, ale pewnie, że jeździli. Przecież nie było innego transportu, a ludzi trzeba było wozić. Jeszce było tak, że nie zawsze jeździł z nimi konduktor, tylko sami sprzedawali bilety. Każdorazowo był tłok, wszyscy chcieli wsiąść, kłócili się, no bo ileż tych pasażerów kierowca mógł wziąć? A miejsca nie było.

Jakie lokale z tamtych lat są nie do zapomnienia? Ludzie chętnie odwiedzali restauracje?

Można powiedzieć, że panowała moda na jedzenie w restauracjach. Na Rynku był bar, który nazywali „Mordownia”, była też restauracja Ponurskiego, gdzie przeważnie chłopy chodziły, ale zjeść też się tam dało. Była też „Myśleniczanka”, tam gdzie dzisiaj znajduje się sklep spożywczy i bar mleczny. Jak w domu miało się pieniądze, to chodziło się na kawę do restauracji. A ile w tych lokalach było dymu… teraz człowiekowi brakuje dymu papierosowego w kawiarni. Gwar, szum i dym papierosowy - to charakteryzowało tamte miejsca.

Jakie w tamtych czasach jeszcze były rozrywki?

Modne było Zarabie. Za moich czasów chodziło się „Pod Blachę”, gdzie w co drugi dzień organizowano zabawy. W miejscu dzisiejszego parkingu przy boisku piłkarskim stała scena na której co tydzień odbywały sie koncerty i różne występy. Ludzie siedzieli, oglądali, tańcowali. Były też wesela, a te najbardziej huczne wyprawiano w strażnicach. Samo Zarabie było kurortem, gdzie przyjeżdżali ludzie z innych miast. Były tam domki letniskowe, a pobyty dla swoich pracowników organizowali również pracodawcy.

Jeszcze Ci chciałam powiedzieć, że Myślenice dzieliły się na „Górno” i „Dulno” Wieś.

Dlaczego „Górno”, dlaczego „Dulną”?

Bo ludzie mówili gwarą. Myślenice były do mleczarni i do tego miejsca prowadziła droga asfaltowa. Dzisiaj ten budynek straszy, ale kiedyś to był prężny zakład, który zatrudniał wiele osób i miał bardzo dobre wyroby. Od tego miejsca była „Górno” Wieś. Nie mówiło się „Górna”, tylko „Górno”. Natomiast od siedziby partii - czyli dzisiejszego budynku starostwa była „Dulna” Wieś. Tak mieszkańcy dzielili miasto.

Skoro tak sobie wspominamy miasto sprzed lat, a co z perspektywy czasu można powiedzieć o dzisiejszych Myślenicach?

Teraz myślę, że są piękne, tylko Rynku mi żal - tego, że zatracił klimat sprzed lat. Bardziej mi się podobało kiedy panował na nim ruch, kiedy tętnił życiem. Chociaż wyglądał gorzej, to ludzie na niego szli, spotykali się tam, a teraz idą ze trzy - może cztery babki i nikogo nie uwidzisz. Ludzie mało tu siedzą. Przenieśli się do dużych sklepów, mówią na nie galerie i patrzą na świat zza tych wysokich szyb. Tymczasem na Rynku ktoś nakarmi gołębie i głównie przychodzą tu starzy ludzie, którzy siadają na ławkach. Żal mi tej atmosfery, że ona zamiera. Dobrze byłoby ją przywrócić. Niby teraz wystawili dwa ogródki, no ale takie babcie jak ja wstydzą się i mówią, że im nie wypada przecież siedzieć w ogródku…

Rozmawiał Szymon Jasek
Redakcja: Piotr Jagniewski

Piotr Jagniewski Piotr Jagniewski Autor artykułu

Dziennikarz, redaktor, fotoreporter. Lubi dobrze opowiedziane historie i ludzi z pasją, którzy potrafią się nimi dzielić. Od 2014 roku pełni funkcję redaktora naczelnego. (REPORTAŻ, WYWIAD, WYDARZENIA, LUDZIE, SAMORZĄD)