O dobroczynności nie tylko od święta

O dobroczynności nie tylko od święta

Rozmowa z dr Dariuszem Pierzakiem, myśleniczaninem i autorem książki „Dobroczynność w życiu człowieka”

Tematem swojej rozprawy doktorskiej uczynił Pan dobroczynność i jej rolę w życiu człowieka. Jak zatem jest z dobroczynnością wśród nas? Czy chętnie pomagamy innym?

Swoje badania skierowałem do celowo dobranej grupy - do osób, które praktykują dobroczynność, ponieważ chciałem poznać ich postawy i motywy oraz zbadać i określić jakie znaczenie dla ich życia i rozwoju w wymiarze osobistym, społecznym i duchowym ma praktykowanie dobroczynności. Analizując zagadnienie dobroczynności sięgałem do raportów (m.in. Stowarzyszenie Wiosna, UNICEF, itp.) opisujących to zjawisko. Wynika z nich, że jedynie połowa z nas praktykuje jakąkolwiek formę dobroczynności. Jako Polacy mamy zatem wciąż wiele do zrobienia w tym obszarze naszej aktywności. Należy oczywiście podkreślić fakt, że połowa z nas angażuje się w dobroczynność, ale co wynika z moich badań, w aktywności dobroczynnej jesteśmy raczej sprinterami niż długodystansowcami. Nasza aktywność dobroczynna ma głównie charakter doraźny i spontaniczny a nie regularny i zaplanowany. Jej główną cechą jest to, że występuje w sytuacjach nieoczekiwanych, często pod presją i szybko zaspokaja potrzebę dobroczynności darczyńcy.

Podczas Gali Wolontariatu przywołał Pan wyniki różnych badań, w tym Światowego Rankingu Dobroczynności (World Giving Index) za rok 2024, w którym to w dwóch kategoriach Polska znalazła się w ostatniej dziesiątce zestawienia prawie 150 krajów. Przecież WOŚP co roku bije kolejne rekordy, co roku odbywa się też „Szlachetna Paczka”, we wrześniu br. Polacy masowo ruszyli na pomoc powodzianom, a w 2022 roku na niespotykaną nigdzie skalę pomagali uchodźcom z Ukrainy. A to tylko największe akcje pomocowe… Skąd zatem taki wynik?

W tym samym rankingu za rok 2022 Polska była w pierwszej dziesiątce zestawienia. Jednak w ciągu ostatnich dwóch lat sytuacja diametralnie zmieniła się i znaleźliśmy się w jego ostatniej dziesiątce. O przyczynach tego stanu rzeczy moglibyśmy długo rozmawiać. Ranking ten pokazuje jednak wyraźnie, że w pomaganiu jesteśmy sprinterami. Potrafimy się gromadzić wokół wielkich spraw i wydarzeń, potrafimy odpowiadać na wielkie potrzeby, bić rekordy w pomaganiu, ale w większości przypadków pomoc ta ma charakter doraźny, jednorazowy. Zaspokajamy w ten sposób potrzebę dobroczynności tu i teraz, podczas kiedy największe znaczenie ma dobroczynność praktykowana długodystansowo.

Czy Pana jako badacza te statystyki rozczarowują?

Trudno mówić o rozczarowaniu w odniesieniu do dobroczynności, bo ważne jest przecież każde nasze działanie w tym obszarze i każde takie działanie należy docenić. Zastanawiająca dla mnie jako badacza jest jednak nasza zmienność w podejściu do dobroczynności. Jak wiele mamy jeszcze jako państwo i społeczeństwo do zrobienia w szeroko pojętej sferze pomocy społecznej, ale też w obszarze dobroczynności, pokazują wyniki najnowszego raportu „Szlachetnej Paczki” opublikowanego kilka tygodni temu. Wynika z niego, że 2,5 mln Polaków żyje w skrajnym ubóstwie. To co piętnasty z nas! Dla mnie jako człowieka to niezwykle smutne dane. Za taki stan rzeczy odpowiadają różne czynniki, a przeciwdziałanie mu to przede wszystkim odpowiedzialność organów państwa. Myślę jednak, że każdy z nas może zaangażować się w rozwiązywanie tych problemów na miarę swoich możliwości właśnie poprzez aktywność dobroczynną.

W Myślenicach pojawiają się nowe inicjatywy jak np. lodówka społeczna. Są też tzw. zawieszone obiady dostępne w niektórych lokalach gastronomicznych. Jak Pan ocenia takie działania?

Wszelkie inicjatywy na rzecz dobroczynności uważam za potrzebne. Znów odwołam się do wyników badań. Proszę sobie wyobrazić, że każdy Polak wyrzuca rocznie do śmieci od 120 do 240 kg żywności. To około 7 mln ton żywności rocznie! Te dane są porażające. Potrzeba pomysłów, a przede wszystkim inicjatyw i działań na rzecz zmiany tego stanu rzeczy.

Jak pomagamy najczęściej?

Najczęściej praktykowaną formą dobroczynności jest wsparcie finansowe (50-60 proc. Polaków). Na drugim miejscu w rankingu form pomocy jest wsparcie rzeczowe (30-40 proc. Polaków). Na trzecim miejscu jest wolontariat, który według różnych badań, praktykuje od 5 do 8 proc. Polaków

Z Pana badań wynika, że wolontariat jest postrzegany jako najbardziej efektywna forma pomocy, a jednocześnie najrzadziej praktykowana. Dlaczego łatwiej jest wrzucić datek do puszki albo zrobić przelew niż poświęcić swój czas i energię żeby pomóc drugiej osobie?

Wolontariat to bezinteresowna, dobrowolna, bezpośrednia i ciągła pomoc potrzebującym. Wymaga planowania. Te właśnie jego cechy sprawiają nam w mojej ocenie największą trudność i dlatego tak niewielu z nas się w niego angażuje. Jedynie 5-8 proc. z nas praktykuje wolontariat, ale tylko ok. 2 proc. robi to systematycznie.

Brakuje nam konsekwencji czy czasu w ogóle?

Problemem nie jest brak czasu. Każdy z nas ma go do dyspozycji tyle samo. Kluczową kwestią dla dobroczynności pojmowanej jako długoterminowy proces niesienia pomocy jest planowanie swojego czasu i zasobów finansowych w taki sposób, aby biorąc pod uwagę swoją sytuację zawodową, rodzinną, osobistą znaleźć przestrzeń dla dobroczynności i praktykować ją na miarę tych możliwości – regularnie i konsekwentnie. Nie rzucajmy się od razu na głęboką wodę dobroczynności, ale praktykujmy ją małymi krokami, w sposób jaki możemy i jaki nam odpowiada.

Jakie są motywacje darczyńców?

Respondenci najczęściej wskazują na motywy altruistyczne, a motywy bardziej pragmatyczne pojawiają się na dalszych miejscach. Choć altruizm jest piękny i powinien kierować naszym postępowaniem, to uważam, że należy „odczarować” temat motywów pragmatycznych i pragmatycznego podejścia do dobroczynności. Dobroczyńcy, zwłaszcza angażujący się w wolontariat, oprócz odczuwania radości czy satysfakcji płynącej z pomagania, poszerzają przecież zasoby wiedzy, zdobywają określone kompetencje i doświadczenie w zakresie zarządzania, pracy w grupie, budowania relacji, komunikowania, działań promocyjnych, itp.

Brzmi jak lista cech idealnego kandydata na różne stanowiska, nie tylko menedżerskie…

Absolutnie tak. Umiejętności zdobyte w wyniku praktykowania wolontariatu mogą stanowić cenne źródło informacji dla potencjalnego pracodawcy i stanowić o jego przewadze nad innymi ubiegającymi się o pracę. Motywy pragmatyczne są często pierwszymi, które mogą zachęcić, zwłaszcza młodych ludzi do pomagania, zachęcić ich do praktykowania dobroczynności. Tak jak w świecie biznesu używa się języka korzyści dla zaprezentowania oferty, tak możemy go używać w świecie dobroczynności zapraszając do aktywności w tym obszarze. Jest to szczególnie istotne w odniesieniu do ludzi młodych, bo to daje szansę, że „sprzedamy” młodej osobie ideę dobroczynności i wejdzie ona w ten sposób do świata dobroczynności. A to otwiera drogę do stałego wzmacniania i rozbudowy motywacji do pomagania. Jak wskazują badania socjologiczne i psychologiczne człowiek odnajduje sens w pomaganiu innym a posiadanie sensu życia uznawane jest za jeden z motorów szczęśliwego życia.

Grudzień to czas, kiedy mamy wyjątkowo dużo okazji do niesienia pomocy innym. Czy zgodzi się Pan z tym, że właśnie w grudniu chętniej się w dobroczynność angażujemy niż w pozostałych miesiącach?

Myślę, że gdyby badać nasze zaangażowanie w dobroczynność zawsze w grudniu wskaźniki byłyby zdecydowanie wyższe. Wynika to z charakteru świąt, które postrzegamy jako takie, podczas których nikt nie powinien zostać bez pomocy. Dlatego w tym okresie łatwiej otwierają się nasze portfele, chętniej dzielimy się naszymi zakupami i chętniej angażujemy się w działania na rzecz potrzebujących. To jest fantastyczne, ale pamiętajmy, że rok ma 365 dni i każdego dnia ktoś potrzebuje naszej pomocy.

Jak zostać dobroczyńcą nie tylko od święta?

Nosimy w sobie przekonanie, że dobroczynność to wielkie działania, wymagające szczególnego zaangażowania, poświęcenia. Dobroczynność tworzą tymczasem małe działania, które nie wymagają specjalnego zaangażowania i poświęcenia. Przykładem jest choćby możliwości odpisu 1, 5% podatku dochodowego i przeznaczenia go na wybrany cel pożytku publicznego. Choć zdecydowana większość podatników przekazuje 1, 5 proc., to jednak nie robią tego wszyscy z nas, a wystarczy zaznaczyć jedną pozycję raz w roku w zeznaniu podatkowym. Dobroczynność to nie wielkie działania ani wielkie poświęcenie, ale małe gesty, na miarę naszych możliwości. Jeżeli możemy przekazywać systematycznie jakąś kwotę na cel dobroczynny, róbmy to. Jeżeli możemy co jakiś czas zrobić zakupy potrzebującej osobie, zróbmy to. Nie szukajmy „wielkich, spektakularnych działań”, ale rozejrzyjmy się wokół siebie czy w naszym otoczeniu jest ktoś, kto potrzebuje pomocy i pomóżmy. Bądźmy odważni w pomaganiu. Dajemy w ten sposób drugiej osobie poczucie, że nie jest sama, a sobie samym dajmy szansę na doświadczenie czym dobroczynność jest i jakie może być jej znaczenie w naszym życiu. Każdy z nas może znaleźć dla siebie coś na „rynku dobroczynności” obejmującym różne jej formy, częstotliwość, cele, itp.

Czy można się zmęczyć pomaganiem? A jeśli tak, to jak temu zapobiegać?

To czy pomagając zmęczymy się czy nie, zależy przede wszystkim od tego jak zaplanujemy naszą aktywność dobroczynną, ile jej poświęcimy czasu i energii, czy stworzymy sobie czas i przestrzeń na regenerację. Jako osoba o korzeniach ekonomicznych jestem zwolennikiem pragmatycznego podejścia do dobroczynności w znaczeniu planowania i mierzenia sił na zamiary. Zacznijmy od małych kroków, zobaczmy co nam odpowiada, próbujmy różnych form dobroczynności. „Rynek dobroczynności” oferuje wiele możliwości dla każdego z nas.

Jak to się stało, że Pan, z zawodu finansista zajął się naukowo dobroczynnością?

Dobroczynność zawsze była obecna w moim życiu. Od nastoletnich lat angażuję się w różne formy pomocy z różną intensywnością biorąc pod uwagę to, że jestem mężem, ojcem, przedsiębiorcą, nauczycielem akademickim. Uważam, że dobroczynność jest jedną z tych rzeczy, która nas definiuje jako ludzi. Jest jednym z tych zjawisk, które tworzą definicję czegoś, co nazywamy człowieczeństwem. Flora Edwards powiedziała kiedyś, że kiedy pomagamy innym, pomagamy sobie, ponieważ wszelkie dobro, które dajemy, zatacza koło i wraca do nas. Dobroczynność jest jednym z najbardziej efektywnych narzędzi wzrastania, rozwoju. Pamiętajmy, że w centrum dobroczynności zawsze jest człowiek - ten, który potrzebuje pomocy i ten, który pomaga. Pomaganie ma zawsze wymiar dwukierunkowy, ponieważ pomagając innym pomagam też sobie. To właśnie powód, dla którego zająłem się tematem dobroczynności naukowo. Chciałem pokazać i udowodnić, że dobroczynność ma duże znaczenie w życiu człowieka zarówno w wymiarze osobistym, społecznym jak i duchowym, a także przyczynia się do realnych zmian w nim. W mojej pracy pokazuję różne spojrzenia na dobroczynność – od perspektywy socjologicznej, poprzez psychologiczną, ekonomiczną po perspektywę duchową, metafizyczną. Chcę zaprosić ludzi od refleksji nad tą sferą życia. Moim wielkim marzeniem jest, abyśmy wszyscy stali się dobroczyńcami na miarę naszych możliwości i abyśmy w dobroczynności odkrywali sens życia i narzędzie rozwoju.

Rozmawiała Katarzyna Hołuj

Książka „Dobroczynność w życiu człowieka” nie jest dostępna w sprzedaży, ale można ją wypożyczyć w MBP w Myślenicach.